sobota, 11 grudnia 2010

Śmierć żywopłotu

Wstęp
Zaczynam pisać jedną myśl, przychodzą kolejne, bardzo trudno jest mi napisać o czymś kiedy widze ten cały ogrom ideii, które kwitną w mojej głowie.

Kiedy czytam czy rozmawiam spotykam małe myśli, jak gdyby małe przebłyski w głowie. Zasiewam je , zapisuje w notesie, kiedy mam wolną chwilę, biorę konewkę i podlewam je deszczem wiedzy którą zdobywam na wszystkie możliwe sposoby.

Uwielbiam to. To mój ogród, w którym chwastami są tylko moje złe cechy, nad którymi mam kontrole i mogę je redukować do minimum. W moim ogrodzie rosną różne kwiaty, różne drzewa. Jedne są stare inne młode, są dla mnie bardzo ważne, dają mi schronienie przed palącym słońcem, przed złym wiatrem który wieje zawsze i wszędzie. Dzięki tym drzewom mogę budować mój dom, belka po belce, ściana po ścianie. Każdą wolną chwile moge spędzić w swoim ogrodzie, bez względu na to gdzie jestem czy co robie. Wystarczy, że tego chce.

Wielki dąb.
W środku mojego ogrodu rośnie wielki dąb, to dzięki niemu mogę wejść wysoko i z wysoka patrzeć na świat , który mnie otacza. Ma wiele gałęzi, siadam na nich i patrze, słucham. Czasem wieje bardzo silny wiatr , czasem jest tak silny, że ledwo się trzymam gałęziu na której wisze, nieraz uratowała mnie przed upadkiem, ta gałąż nazywa się miłość. Jest duża, odchodzi od niej wiele innych mniejszych jak wyrozumiałość, pokora, szacunek czy emaptia.

Ogromne drzewo, tak można powiedzieć patrząc na mój dąb, ale nie zawsze tak było, kiedyś był mały, i ja byłem mały, pamiętam, że nie wiedziałem wtedy skąd czerpać wodę aby go podlewać, nie miałem też narzędzi do pozbywania się chwastów, które brały się nie wiadomo skąd. Wtedy z pomocą przychodzili bliscy mi ludzie, to oni przynosili wode w konewkach i podlewali mój dąb, to właśnie wtedy wyrosła pierwsza gałąź, miłość. Pamiętam jak płakałem kiedy byłem mały wyjeżdżając od babci i dziadka, płakałem bo wiedziałem, że mój ogród znowu będzie zaniedbany, a ja tak chciałem aby moje drzewo rosło i dawało mi schronienie. Kiedy ma się ogród i spędza się w nim każdą wolną chwilę tak jak ja spędzałem, docenia się to co w nim rośnie. Będąc małym chłopcem trudno było mi się przedostać przez pokrzywy które rosły dookoła mnie. Nigdy nie wiedziałem skąd się brały, często bardzo mnie parzyły, to bolało. Pamiętam jak siadałem pod moim dębem, zalany łzami i mówiłem do niego. Kiedyś urośniesz duży i dasz mi jedną swoją gałązkę którą wytłukę wszystkie pokrzywy.


Łamanie zasad jest złe!
Bardzo źle się zachowałeś - tak pomyślałem kiedy pierwszy raz poszedłem na wagary, długo miałem to na sumieniu. Ale tego dnia wydażyło się coś niesamowitego. Zamiast do szkoły włuczyłem się jak bezdomny pies po uliczkach w mojej okolicy, zupełnie zagubiony bez celu, jak gdybym był prowadzony niewidzialną ręką. Dzień był piękny, słońce świeciło , a na niebie latały jaskółki, po dwie trzy, żadko kiedy było ich więcej. Wtedy jeszcze nie rozumiałem czemu latają parami. W pewnej chwili stanąłem na skrzyżowaniu dróg i zobaczyłem coś czego nie zapomne do dziś. Patrząc na obraz który rozgrywał się kilka kroków odemnie stałem i patrzyłem , ponieważ stałem za krzakami i nikt mnie nie widział, mogłem w pełni swobodnie obserować chwile. To co zobaczyłem uświadomiło mi, że pokrzywy w moim ogrodzie nie sieją się same, ktoś je tam sadzi. Tylko po co ? Dlaczego chce, żebym miał poparzone nogi ? Przecież to boli. Kiedy wróciłem do domu, znowu udałem się do swojego ogrodu. Za każdym razem było mi bardzo ciężko odszukać mój dąb. Brnąłem między pokrzywami , łzy się lały, a ja wiedziałem tylko, że gdzieś tam on jest, że gdzieś jest ta mała przestrzeń gdzie mogę usiąść i czuć bezpieczeństwo pod moim drzewem.






Pielegnacja ogrodu
Mój ogród rósł razem ze mną, im większy byłem tym mniej przeszkadzały mi pokrzywy. Troche skakałem nad nimi, trochę je karczowałem kopiąc, siekając gałązkami , które odłamywałem od mojego dębu. Ponieważ mój ogród był otoczony szczelnie żywopłotem, który jak myślałem jest potrzebny, bo przecież każdy się grodzi , na ulicach, na wsiach nawet w domach, tak więc i ja myślałem, że mój żywopłot jest mi potrzebny. Zazwyczaj siedziałem w swoim ogrodzie i nie wychodziłem poza niego, czułem , że jestem u siebie i że jestem bezpieczny. Kiedy nagle wyrywano mnie z mojego ogrodu do świata rzeczywistego, uczucie odgrodzenia pozostawało , pozostawało również uczucie iż wychodzenie po za mój świat lub wpuszczanie do niego innych nie jest dobrym pomysłem, to może naruszać moje bezpieczeństwo, może zagrażać mojemu ogrodowi. Tak więc starannie odgradzałem się od innych dzieci, nie dbałem o to co do nich mówiłem ani o to co one mówiły do mnie. Nie dbałem o relacje w zasadzie z nikim. Często bywało, że ktoś opowiadał o swoim ogrodzie innym ludziom, ja tylko słuchałem i wyłapywałem wszystko to czego ja ja nie miałem, też chciałem to mieć. Podkradałem sie wieczorami do ogrodow innych ludzi i wykradalem im sadzonki ich roslin, tak aby miec takie same, bardzo chcialem miec piekny ogrod , taki bez pokrzyw jak inni. Niestety to niedzialalo. Nie wiedzialem ze roz nie sadzi sie w cieniu , nie wiedzialem jak czesto nalezy podlewac fiolki, ani jak przycinac krzewy , nie wiedzialem ze bluszcz moze zarosnac okna w moim domu, bo skad mialem to wiedziec przeciez nie odwiedzalem ogrodow innych ludzi. I tak z czasem moj ogrod zarosl, że trudno bylo cokolwiek zobaczyc, trudno bylo sie w nim poruszac, co wiecej mialem ogromne problemy z tym aby zdecydowac co mam wyciac , a co zostawic. Nie wiedzialem jak to zrobic, balem sie ze jak cos wytne to juz nigdy tego nie odzyskam i moj ogrod bedzie brzydki. Balem sie, a zywoplot zarastal coraz bardziej. Im bardziej zarastal tym ja mniej wiedzialem o swiecie obok, slyszalem tylko glosy ludzi, nie wiedzialem juz kim sa, nie wiedzialem nic. Czułem , że jestem odpowiedzialny za to co się stało, wstydziłem się powiedzieć , że mój ogród zamienił się w koszmarny sad w którym nie raz tak zaplątałem się w chaszcze i gałęzie, że szarpiąc się starając wydostać prawie straciłem życie. Ci co słyszeli to z boku widzieli tylko szamotanie się mojego żywopłotu, bali się podejść, woleli omijać miejsce gdzie mieszka ktoś, o kim nic nie wiadomo i kto się dziwnie zachowuje.


Goście i robaki
Z czasem kiedy poznawałem nowych ludzi zapraszałem ich do mojego ogrodu. Uciekali bardzo szybko. Kiedy wracałem tam sam, siedziałem i płakałem. Wiedziałem jak wyglądają inne ogrody, ale wciąż nie wiedziałem jak uporządkować swój. I ciągle te pokrzywy, do tego zaczeły się pojawiać ochydne robale, które były wszędzie. To było straszne. Zrozumiałem, że nie mogę więcej zapraszać ludzi do swojego ogrodu. Wpadłem na pomysł, że musze się dowiedzieć jak inni pielęgnują swoje ogrody. Ale jak ? Nie powiem im przecież , że tego nie wiem bo mnie wyśmieją. Nie powiem im bo przecież jestem już taki duży powinienem to wiedzieć. Wpadłem więc na pomysł , że wytne mały otwór w żywopłocie i będe ich podglądał. Wtedy uczyniłem pierwszy krok w dobrym kierunku, to był początek...


Upadek
Pewnego dnia przyglądałem się mojemu dębowi i zobaczyłęm, że ma dziwne czarne plamy na liściach, pomyślałem, że może przechodzi jakiś kolejny etap w swoim życiu. Nie myliłem się, brakowało mu wody, której i tak mało dostawał. Niestety ja nie wiedziałem , że to etap który sprawi iż mój ogród zamieni się w największy koszmar. 31 sierpnia 2000 roku o 12:15 ostatni raz podlałem mój dąb, powiedział do mnie "Uważaj na siebie", trzy godziny później uschło największe źródło wody , wody miłości. Zmarła moja Babcia.






Śmierć
Przez wiele lat, w moim ogrodzie nie rosło nic poza chwastami, nawet je pielęgnowałem, zapraszałm ludzi i patrzyłem jak uciekają z płaczem. Nie przejmowałem się tym, wcale. Mój ogród nie miał już dębu, a ja nie miałem już w nim nic. Pewnego dnia przy moim żywopłocie ktoś się zatrzymał i powiedział Cześć. Nie widziałem kto to jest. Przez długi czas rozmawialiśmy, nie widząc siebie, tylko rozmawiając. W końcu wyszedłem aby zobaczyć kim jest ta osoba. Zakochałem się. Chciała wejść do środka, ale ja nie mogłem jej wpóścić, wiedziałem , że jeśli zobaczy mój ogród ucieknie jak wszyscy. Obiecałem jej , że zaprosze ją w odpowiednim momencie. Wymyśliłem plan iż sprzątne cały ten bałagan, jeszcze nie wiem jak, ale zrobie to. Każdą wolną chwile poświecałem na sprzątanie, na pielegnowanie ogrodka. W koncu zaprosilem ja do srodka, powiedziała , ze jej sie podoba. Bylem przeszczesliwy. Dbalem o moj ogrodek kazdego dnia, az za bardzo. Stracilem poczucie tego co jest wazne i zamiast dbac o nia, ciagle sprzatalem ogrodek, chcialem miec wiecej narzedzi wiec na nie pracowalem, pracowalem i pracowalem. Pierwszy raz w zyciu tak bardzo uwierzylem ze ktos chce mieszkac ze mna w moim ogrodzie gdzie zawsze bylem sam. Kiedy bylem pewien, ze wszystko mam, ze jestem przeszczesliwy, kiedy juz chcialem posadzic razem z nia drzewo Ona powiedziala ze nie jestem tym na ktorego czeka, odeszla. Pamietam jak lezalem brudny, we lzach w blocie mojego ogrodu. Pamietam jak krzyczalem "Boze dlaczego mnie oszukales, dlaczego zaprowadziles mnie tu i teraz cisnales o ziemie" nie wiedzialem co ze soba zrobic. Pokrzywy znowu zaczely rosnac, ja lezalem, lezalem tam bardzo dlugo. Zasnalem.


Narodziny
Obudziłem się w słoneczny dzień, obok mnie siedziała kobieta. Miała długie blond włosy, była piękna. Zapytała mnie czemu tak leże w tym błocie, okłamałem ją. Okłamałem ją później jeszcze wiele razy podczas jej wizyt. Wstydziłem się, bałem się powiedzieć , że to mój ogród, że nie umiem wstać i znowu wierzyć, że będzie dobrze. Iwona, bo tak miała na imie zanim poszła swoją drogą zostawiła mi pewną książke. Książka nosiła tytuł "Przebudzenie", a Iwona zadała mi jedno pytanie, które zrozumiałem długo po tym jak odeszła. Zapytała mnie czy zdaje sobie sprawe iż mój dąb pozostawił tu swoje żołędzie, i czy wiem iż moge je posadzić ?
Tak, to było pierwsze ważne pytanie w moim życiu.
Kiedy sobie na nie odpowiedziałem, zauważyłem , że w moim ogrodzie wykiełkowało już jedno drzewo, Iwona zasadziła je kiedy była u mnie.

Ogród jak kropla.
Zacząłem wycinać żywopłot, zobaczyłem ludzi. Byli mili , byli ciekawi, byli śmieszni i kochani. Wielu zaczęło mnie odwiedzać i nie uciekali !!! Oszalałem, pamiętam jak w moim ogrodzie zaczęły rosnąć coraz to nowe kwiaty, a ja nie wiedziałem skąd się wzieły ! Przynosili je ludzie, przynosili nasiona i sadzili je kiedy ja nawet o tym nie wiedzialem. Podlewałem je, pielęgnowałem, wkrótce miałem przepiękny ogród. Pewnego wieczoru siedziałem i zastanawiałem się jak wiele życia straciłem, siedząc i chowając się za swoim żywopłotem. Zrozumiałem , że ten nowy dąb to ten sam który był kiedyś, to miłość, ta sama którą dała mi Babcia. Poczułem, że nic nie umiera, że jeśli we mnie jest to co dała mi Babcia, to znaczy, że ja teraz jestem za to odpowiedzialny, że ja jestem po części nią i powinienem dzielić się tym samym z innymi. Otworzyłem swój ogród dla wszystkich. Jedni przychodzą i cieszą się jego widokiem , inni sikają na moje róże, ale to nie ma już znaczenia.


Świadomość
Mój ogród to tylko mały kawałek mojego życia. Zrozumiałem, że skoro w tak krótkim czasie z tak koszmarnego miejsca stał się tak cudownym miejscem to znaczy, że zrobiłem coś niesamowitego. Zobaczyłem tych kilka osób, bez których to wszystko by się nie stało. Gdyby nie śmierć mojej Babci, gdby nie moja próżność, gdyby nie zakłamanie mojej dziewczyny i gdyby nie Iwona, która za moje kłamstwa odpłaciła mi miłościa, nie byłoby tego wszystkiego. Wielu ludzi sprawiło iż ściąłem żywopłot, wielu sprawiło iż przestałem pouczać innych jak mają się zachowywać w moim ogrodzie, wielu sprawiło iż sam zacząłem pytać innych jak pielęgnować ogród.

Droga
Teraz stoje na drodze, mój ogród zostawiam za plecami, ide w droge. Dostałem od życia coś, czego nie mogę już stracić. Zrozumiałem, że nie mogę siedzieć już w ogrodzie, byłem tam bo on miał mnie nauczyć czegoś. Miał mnie nauczyć iż życie jest jednym wielkim ogrodem, i należy dbać o każde miejsce które spotkam na swojej drodze, o każdego człowieka którego spotkam , o każdą myśl którą przekaże innym. Teraz ide i zbieram nasiona, różnych roślin, poznaje róznych ludzi, mówie tylko to co może podlać ich nasiona, jeśli widzę , że rosną u nich pokrzywy opowiadam im jak je wyplewić. Szukam dobrej ziemi, gdzie moge zasiać nasiona.


Łukasz z Tatą

Tego dnia kiedy byłem na wagarach i stałem za krzakami, zobaczyłem kolege z klasy, który wracał z Tatą do domu, szli i się śmiali. Śmiali się jak ja pod swoim dębem, jak ja sam pod swoim dębem. Wtedy zrozumiałem kto sadzi pokrzywy w moim ogrodzie , pokrzywy których być tam nie powinno, powinna być trawa i dąb. Wiem którzy ludzie do dziś dnia sadzą pokrzywy, ale ich żywopłot jest zbyt wysoki aby mogli zobaczyć ogrody innych. Dlatego przychodze do nich, choć powinienem uciekać jak Ci wszyscy którzy uciekali odemnie, przychodze i staram się robić to co zrobiła Iwonka. Niech mnie kłamią, niech drwią, ale ja po cichu i dyskretnie sadze im nasiona, sadze bo ich kocham , a lepszej drogi na to by wycieli swój żywopłot nie znam.

Ostatnie pożegnanie
W tym miejscu powinien być tekst, postanowiłem jednak go nie publikować. Niech każdy kto po przeczytaniu tego co tu napisałem zastanowi się czy to ma sens, jeśli tak niech odszuka książke pod tytułem "Tybetńaska Księga Umarłych" i ją przeczyta. Można też pobrać wersję mp3 tutaj: http://hotfile.com/dl/68160339/a24593d/Tybetanska_Ksiega_Umarlych.mp3.html
Ja swój czas poświęcam na poszukiwaniach sensu tego wszystkiego, każda moją chwila to poszukiwanie. Ta książke jest najważniejszą jaką przeczytałem w swoim życiu, tym życiu.


Z dedykacją mojej Mamie i mojemu Tacie bez których by mnie nie było.


3 komentarze:

  1. hej. co bym nie napisala bedzie banalne. "Przebudzenie" jest de mello, nieprawdaz? chcialabym ci przeslac moj (napisany przeze mnie) maly, prywatny, intymny tekst, ktory porusza mnie do glebi, a ktorego nigdy nie pokazalam nikomu. on bedzie komentarzem. ale znajde do ciebie inne dojscie. nie chce ci pisac na fejsbuku. pozdrawiam serdecznie i powtarzam: ciesze sie, ze jestes. cokolwiek by mialo to oznaczac.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadza sie Przebudzenie jest De Mello. Czekam na Twój tekst!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze móc przeczytać coś takiego.

    OdpowiedzUsuń