środa, 10 listopada 2010

Harpagan 40 , Kościerzyna

Sam wyjazd był totalnym oderwaniem od rzeczywistości. Znajomy z którym jechałem zaprosił kolege i tak w trójke wyruszyliśmy z warszawy. Po drodze kupa śmiechu, dosłownie. W bazie rozgrzewka, konkretna kolacja i na start.

A teraz o tym jak dałem ciała.
Pierwsze 10km przebiegłem w tepie ok 11km/h , po tym dystansie okazało się, że jestem za grubo ubrany i moje ubrania są już mokre. Ogrzewacze termiczne - dał mi je Krzysiek okazują się zbawieniem, przez ok 6h suszą mi ubrania i dają ciepło. Musze wspomnieć o skarpetkach , które kupiłem na rajd i z których nie zdjąłem plastkiowej blokady przed złodziejami, o czym dowiedziałem się przed startem. Biegłem z czymś w czym trudno biegać. Starte stopy. Po 50km kończe bieg, biore prysznic i wracam z płaczem do domu.

Trasa.
Była bardzo przyjemna, sam fakt iż nie padało to już coś ! Na mete przybyłem po 8h:30min czyli poprawiłem wynik o 2h.

Bije się z myślami czy znowu wystartuje.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz