piątek, 9 lipca 2010

Jeden dzień oddechu i powódź myśli

Na dworze śpiewały ptaki, przez okno było słychać szczekanie psów , okolicznych strażników prawa, dokładnie tych, które w wielkich miastach zastąpione są alaramami, taka właśnie myśli mi przyszła do głowy kiedy ich słuchałem i pomyślałem sobie, dlaczego dla mnie to taki rzadki dźwięk, szczekające psy.

Zawitałem do domu Dziadka, który mieszka od urodzenia w Zamościu. Poprosiłem go o zdjęcia, chciałem popatrzeć w przeszłość. Zobaczyć coś co namacalnie znałem, historie ludzi których mniej lub więcej znałem. Popatrzeć na to co było, na to czego już nie ma. Na to co miało być, i na to o czym myślano, że nie będzie. Spojrzeć jak ktoś kto by żył sto, tysiąc lat, jak by patrzył na zdjęcia postaci które znał, których już nie ma, które żyją obok niego, które być może niebawem umrą.

W moje ręce trafił wielki plik zdjęć, przekładałem kolejne z nich, kolorowe, czarno białe z dawien dawna. Zdjęcie Babci i Dziadka, rodziców mojej Mamy, siedzących na ławce i patrzących na siebie, jak w jakimś love story. Z tyłu wiersz, piękne słowa, wiersz dla syna mojej Babci, wiersz, którego nigdy nie zobaczył, bo nigdy go nie wysłała do niego...

Zdjęcia pokazujące młode lata mojej Cioci, mojej Mamy, na których widać to czego dziś nie zobaczysz. Już nie spotkasz tej samej twarzy, spotkasz twarz, która zmieniła się pod wpływem czasu, pod wpływem osób, mężów których spotkały.

Na kilku zdjęciach rozpoznaje siebie, małego beztroskiego chłopca, siedzącego na słupie, jedzącego palcami tort, siedzącego jak kasztan u brata Mamy na rękach. Ten wujek już nie żyje, drugi szlifuje opale w stanach, wszystko się jakoś tak rozbiegło. Oglądam zdjęcia siedząc w pokoju w którym to wszystko się działo, a obok w kuchni samotny Dziadek robi dla mnie kolacje.

Czego brakuje na tych zdjęciach? Czy nie brakuje jakichś kolorów które reprezentowały uczucia między tymi ludźmi ? Bo dlaczego wtedy było tak pięknie, a dziś bliscy sobie ludzie są tak daleko? Czy po to noce nieprzespane, czy po to tyle pracy , tyle potu i łez, by dziś człowiek zamiast tworzyć obraz razem z rodziną, ogląda sztuczne kwiaty emocji w telewizji? Szukam tego światła emocji w zdjęciach, bo kiedy patrze na zdjęcia siebie i widzę swój sztuczny uśmiech na pewnych zdjęciach, wiem doskonale co wtedy czułem, i wiem dlaczego musiałem się uśmiechać.

Po kilku ostatnich lekturach i chwilach refleksji nad nimi, coraz bardziej oddalony od codziennej tradycji, kiedy patrze na te zdjęcia ludzi, których już nie ma, widzę na nich siebie. Widzę jak za chwil kilka ktoś weźmie jedno z nich do ręki i pomyśli o mnie to co ja pomyślałem o pradziadku. Pomyśli, kim był ? Jak żył ? Mieli pieknę szaty, ale z nich już nic nie pozostało. Mieli piękne buzie ale z nich już nic nie pozostało. Mieli wzniosłe idee, które... Ich samych tez już nie ma, i mnie tez nie będzie od dnia w którym zginę. A ten cały bełkot , który piszę pozostanie jak te zapiski na tyłach zdjęć. Po co to wszystko ?

Odpowiedź przychodzi mi jedna. Osoba którą jestem jest niczym innym jak częścią wspólna cech ludzi których spotkałem na swojej drodze życia. Innymi słowy jestem obrazem, który został namalowany przez tysiące pędzli, jedne mniejsze, drugie większe, nie odgadniesz co jest na obrazie, bo nie możesz. Obraz malował każdy po trochu, jeden dodał barwę radości życia, kto inny dodał rysy materialisty, kto inny wylał puszkę farby do namalowania miłości, ktoś inny dodał czerwień pożądania. Całe życie ten obraz się zmienia, ale jedno tylko jest ważne, tak myślę. Aby w porę ocknąć się i zrozumieć, że z tej palety barw możemy sami nadać jakieś rysy tego co obraz będzie przedstawiał. Jeśli to zrobimy, jeśli czarne kolory smutku, zamienimy w podkład do współczucia innym, jeśli czerwień pożądania zamienimy na wyjątkowe chwila dla wyjątkowej osoby, wtedy nasz obraz stanie się dziełem, dziełem życia jakie dostaliśmy. Ale tylko jeśli się ockniemy , jeśli zobaczymy, ze to my układamy kompozycje, a farby dostarczają nam spotkani ludzie.

...i tak pewnego dnia , ja przyczynie się do narodzin nowego życia. I mogę dać temu życiu kilka najcenniejszych barw z mojego obrazu, jednocześnie pokazując i opisując czym jest mój obraz i po co został namalowany.

Kiedy umrę, zostanie po mnie kilka zdjęć, pamięć w głowach ludzi którzy mnie wspomną do czasu aż sami umrą i nic więcej. Bo nic więcej nie ma, bo po co miało by być ? Czyż mało dostaliśmy ? Czy życie to za mało ?

Jak dla mnie życie to wielki czas, czas w którym mogę się przyczynić by ktoś kto żyje obok, zrozumiał ze jedyne po co żyjemy to to by dać świadectwo miłości do świata, nic więcej. Reszta jest wykreowana przez nasz umysł. Tak jak zdjęcie szczęśliwego Pawełka na zdjęciu, który tak naprawdę był dzieckiem ze skaleczonym umysłem.

Być może to prowadzi do jakiegoś absurdu którego ja nie widzę. Ale proste pytanie zadam. Kim wyjątkowym jesteśmy w tym świecie by mówić ze mamy dusze i coś z nami później będzie ? Nie widzę w sobie nic wyjątkowego kiedy patrze na kwiaty, na psa mojego Dziadka, na gołębie które karmię co dzień czy na drzewa o tysiącach liści.

1 komentarz:

  1. Witaj Pawel,
    Na ostatnie pytanie moze odpowie Ci ksiazka FRANCHEZZO: mes aventures dans l'autre vie (moje przygody w innym zyciu). Nie wiem czy jest przetlumaczona na polski. Moze znalezc ja mozna po angielsku... Przeznaczona jest dla tych, ktorzy nie wiedza co ich moze czekac po "tym zyciu". Jest to podroz do swiata duchow przekazana przez medium. Jest bardzo dobra. Informacje pokrywaja sie z tymi, ktore maja pewne osoby "widzace i wiedzace" wiele.

    Poza tym... blog Twoj jest dosc bogaty. Czuc i widac pewna wrazliwosc, inteligencje, wiedze, humor...
    Podoba mi sie:... rather than love, than money, than faith, than fame, than fairness... give me truth.
    Mysle, ze moge sie podzielic z Toba kilkoma ciekawymi elementami w tej dziedzinie, jesli Cie to interesuje.
    Pozdrawiam slonecznie
    Jola

    na facebooku : jola Manika
    pinklotus1000@yahoo.com

    OdpowiedzUsuń