poniedziałek, 19 lipca 2010

Świadomość kropli wody

Odkrywasz świat jak miliardy istnień na ziemi
Każde z nich chce, marzy by być wyjątkowym
Ziemniaki, bociany i ludzie, są życiem z ziemi
Jak ta woda raz na niebie, raz w ocenia, a raz w studni
To wszystko my, jedno wielkie koło życia i śmierci
A dusza i świadomość ? Co z nią , gdzie one ?
Dusza, odwieczne pragnienie przeżycia, i trwania w świecie
Dzięki świadomości, słowo dusza ma znaczenie
Czy kwiat na mym oknie nie ma tej samej duszy i świadomości?
On rośnie w górę, czy nie po to pije wode by żyć ?
Kiedy ja patrzę na niego, skąd wiem czy on nie patrzy na mnie ?
Czy pies powiedział komuś, że jest jego przyjacielem ?

Erich Fromm - „ O sztuce istnienia „




Rzadko trafiam na książki, które po przeczytaniu mam ochotę przeczytać jeszcze raz. Jeszcze rzadziej wynajduje książki, które podczas czytania sprawiają, że nie raz muszę czytać kilka razy tekst aby dobrze go zrozumieć. Kilka razy nazwisko Fromm obiło mi się o uszy,dopiero niedawno jedna znajoma powiedziała mi abym przeczytał książkę "O sztuce istnienia". I jak się okazało był to strzał w dziesiątkę. Książka sprawia, że oczy otwierają się szczerzej. O autorze pisać nie będę, bo informacji o nim są terabajty w sieci. To co mnie uderzyło w tej książce, to fakt, że autor pisze dokładnie o tym o czym ja ciągle myślę i mówię, pisze o tym, że jesteśmy zniewoleni, że życie może być piękne jeśli pozbędziemy się kajdan , które sami sobie zakładamy. Bo czy człowiek rodzi się niewolnikiem ? Nie. Człowiek oczekuje wiele od życia, a jak oczekuje to musi za to zapłacić i w ten sposób staje się uzależniony od systemu, od innych ludzi od całego tego świata. I zamiast mieć 1 nóż, którym może zabić zwierze, ogolić się, pociąć sznurki, czy naostrzyć patyk czyli innymi słów mieć jedną rzecz do robienia 100 czynności, my dziś bardzo często potrzebujemy 100 rzeczy do wykonania jednej czynności.

środa, 14 lipca 2010

Gadka szmatka

[11:52:24] Ja napisał(a): co z ta impreza?
[11:52:37] Maciej napisał(a): no taka mala
[11:52:45] Maciej napisał(a): sami znajomi

[11:52:47] Ja a napisał(a): ale kiedy bedzie ?
[11:53:00] Maciej napisał(a): no jakos moze w przyszlym tygodniu
[11:53:05] Maciej napisał(a): albo jakos w weekend ten

[11:53:10] Ja a napisał(a): dzwoniles w sobote i zapraszales mnie na jutro
[11:53:26] Ja  napisał(a): to jak jest w koncu ?
[11:53:37] Ja a napisał(a): Tomka zapraszales i Wojtka ?
[11:55:00] Maciej napisał(a): laski chcialem zaprosic
[11:55:22] Ja  napisał(a): czyli jutro nie ma zadnej imprezy ?
[11:55:48] Ja  napisał(a): pytam czy Tomka i Wojtak zapraszales
[11:57:40] Ja  napisał(a): poznałem fajne laski , moze pojdziesz dzis z nami na piwko ?
[11:58:10] Maciej napisał(a): no ale gdzies w centum
[11:58:13] Maciej napisał(a): to spoko
[11:58:18] Maciej napisał(a): bo jak ma jechac do Ciebie
[11:58:24] Maciej napisał(a): to wiesz jaki to kawal drogi

[11:58:36] Ja  napisał(a): żartowałem, chciałem sprawdzić czy unikasz odpowiedzi na moje pytania, nie mylilem sie :)
[11:59:17] Maciej napisał(a): :P
[11:59:27] Maciej napisał(a): no chcialem impre zrobic

wtorek, 13 lipca 2010

piątek, 9 lipca 2010

Akustyczne podnoszenie poziomu adrenaliny

Jeden dzień oddechu i powódź myśli

Na dworze śpiewały ptaki, przez okno było słychać szczekanie psów , okolicznych strażników prawa, dokładnie tych, które w wielkich miastach zastąpione są alaramami, taka właśnie myśli mi przyszła do głowy kiedy ich słuchałem i pomyślałem sobie, dlaczego dla mnie to taki rzadki dźwięk, szczekające psy.

Zawitałem do domu Dziadka, który mieszka od urodzenia w Zamościu. Poprosiłem go o zdjęcia, chciałem popatrzeć w przeszłość. Zobaczyć coś co namacalnie znałem, historie ludzi których mniej lub więcej znałem. Popatrzeć na to co było, na to czego już nie ma. Na to co miało być, i na to o czym myślano, że nie będzie. Spojrzeć jak ktoś kto by żył sto, tysiąc lat, jak by patrzył na zdjęcia postaci które znał, których już nie ma, które żyją obok niego, które być może niebawem umrą.

W moje ręce trafił wielki plik zdjęć, przekładałem kolejne z nich, kolorowe, czarno białe z dawien dawna. Zdjęcie Babci i Dziadka, rodziców mojej Mamy, siedzących na ławce i patrzących na siebie, jak w jakimś love story. Z tyłu wiersz, piękne słowa, wiersz dla syna mojej Babci, wiersz, którego nigdy nie zobaczył, bo nigdy go nie wysłała do niego...

Zdjęcia pokazujące młode lata mojej Cioci, mojej Mamy, na których widać to czego dziś nie zobaczysz. Już nie spotkasz tej samej twarzy, spotkasz twarz, która zmieniła się pod wpływem czasu, pod wpływem osób, mężów których spotkały.

Na kilku zdjęciach rozpoznaje siebie, małego beztroskiego chłopca, siedzącego na słupie, jedzącego palcami tort, siedzącego jak kasztan u brata Mamy na rękach. Ten wujek już nie żyje, drugi szlifuje opale w stanach, wszystko się jakoś tak rozbiegło. Oglądam zdjęcia siedząc w pokoju w którym to wszystko się działo, a obok w kuchni samotny Dziadek robi dla mnie kolacje.

Czego brakuje na tych zdjęciach? Czy nie brakuje jakichś kolorów które reprezentowały uczucia między tymi ludźmi ? Bo dlaczego wtedy było tak pięknie, a dziś bliscy sobie ludzie są tak daleko? Czy po to noce nieprzespane, czy po to tyle pracy , tyle potu i łez, by dziś człowiek zamiast tworzyć obraz razem z rodziną, ogląda sztuczne kwiaty emocji w telewizji? Szukam tego światła emocji w zdjęciach, bo kiedy patrze na zdjęcia siebie i widzę swój sztuczny uśmiech na pewnych zdjęciach, wiem doskonale co wtedy czułem, i wiem dlaczego musiałem się uśmiechać.

Po kilku ostatnich lekturach i chwilach refleksji nad nimi, coraz bardziej oddalony od codziennej tradycji, kiedy patrze na te zdjęcia ludzi, których już nie ma, widzę na nich siebie. Widzę jak za chwil kilka ktoś weźmie jedno z nich do ręki i pomyśli o mnie to co ja pomyślałem o pradziadku. Pomyśli, kim był ? Jak żył ? Mieli pieknę szaty, ale z nich już nic nie pozostało. Mieli piękne buzie ale z nich już nic nie pozostało. Mieli wzniosłe idee, które... Ich samych tez już nie ma, i mnie tez nie będzie od dnia w którym zginę. A ten cały bełkot , który piszę pozostanie jak te zapiski na tyłach zdjęć. Po co to wszystko ?

Odpowiedź przychodzi mi jedna. Osoba którą jestem jest niczym innym jak częścią wspólna cech ludzi których spotkałem na swojej drodze życia. Innymi słowy jestem obrazem, który został namalowany przez tysiące pędzli, jedne mniejsze, drugie większe, nie odgadniesz co jest na obrazie, bo nie możesz. Obraz malował każdy po trochu, jeden dodał barwę radości życia, kto inny dodał rysy materialisty, kto inny wylał puszkę farby do namalowania miłości, ktoś inny dodał czerwień pożądania. Całe życie ten obraz się zmienia, ale jedno tylko jest ważne, tak myślę. Aby w porę ocknąć się i zrozumieć, że z tej palety barw możemy sami nadać jakieś rysy tego co obraz będzie przedstawiał. Jeśli to zrobimy, jeśli czarne kolory smutku, zamienimy w podkład do współczucia innym, jeśli czerwień pożądania zamienimy na wyjątkowe chwila dla wyjątkowej osoby, wtedy nasz obraz stanie się dziełem, dziełem życia jakie dostaliśmy. Ale tylko jeśli się ockniemy , jeśli zobaczymy, ze to my układamy kompozycje, a farby dostarczają nam spotkani ludzie.

...i tak pewnego dnia , ja przyczynie się do narodzin nowego życia. I mogę dać temu życiu kilka najcenniejszych barw z mojego obrazu, jednocześnie pokazując i opisując czym jest mój obraz i po co został namalowany.

Kiedy umrę, zostanie po mnie kilka zdjęć, pamięć w głowach ludzi którzy mnie wspomną do czasu aż sami umrą i nic więcej. Bo nic więcej nie ma, bo po co miało by być ? Czyż mało dostaliśmy ? Czy życie to za mało ?

Jak dla mnie życie to wielki czas, czas w którym mogę się przyczynić by ktoś kto żyje obok, zrozumiał ze jedyne po co żyjemy to to by dać świadectwo miłości do świata, nic więcej. Reszta jest wykreowana przez nasz umysł. Tak jak zdjęcie szczęśliwego Pawełka na zdjęciu, który tak naprawdę był dzieckiem ze skaleczonym umysłem.

Być może to prowadzi do jakiegoś absurdu którego ja nie widzę. Ale proste pytanie zadam. Kim wyjątkowym jesteśmy w tym świecie by mówić ze mamy dusze i coś z nami później będzie ? Nie widzę w sobie nic wyjątkowego kiedy patrze na kwiaty, na psa mojego Dziadka, na gołębie które karmię co dzień czy na drzewa o tysiącach liści.

czwartek, 1 lipca 2010

Świat jest wielki, a zbawienie czai się za rogiem.




Jeśli są filmy o miłości ludzi to ten film jest właśnie jednym z nich. Oglądając ten film widziałem ludzi ze swojego życia, bo takich pozytywnych ludzi jest mnóstwo w koło :) Nigdy nie wolno się poddawać, a każda sytuacja czy dobra czy zła, może być oceniona dopiero po latach, kiedy zobaczymy co wniosła do naszego życia.