wtorek, 11 maja 2010

ERnO HARPAGAN 39 - pokonałem siebie

Na tej imprezie byłem po raz pierwszy. Czytałem sporo o tym co tam się dzieje na blogach tych którzy już byli, na forum imprezy. Każdy pisał, że to nie są przelewki, ja jednak wolałem sam ocenić co tam się dzieje. Przygotowywałem się od kilku miesięcy, przemarsze z Sebastianem po 50km, bieganie na 15km, piesze powroty z pracy w tempie 6,75 przez 40min itd. Spakowałem plecak i pojechałem.

Wstałem w piątek o 6 rano i z ciężkim plecakiem podróżowałem przez 12h na miejsce startu harpagana, i to był błąd, bardzo obciążyłem kręgosłup , który nie miał okazji odpocząć przed rajdem.

Na miejscu zaczynają zbierać się ludzie, obserwuje, słucham, odnosze wrażenie, że jest sporo ludzi z naprawde niezłym sprzętem , mam tu na myśli buty, spodnie , kurtki itd. Ja zakładam swoje szturmówki, buty LaSportiva w plecaku mam kilka energy drinków, sporo batonów. Na miejscu postanawiam zjeść dwie serie paluszków krabowych (moje ulubione), kabanosy oraz kilka batonów. To okazuje się genialnym pomysłem, bo całą drogę nie odczuwam większego głodu. W domu załadowałem do plecaka wojskowa płachte przeciw deszczową i to był strzał w dzisiątke jak się okazuje.

Dochodzi 20:45 za kwadrans startujemy. Na dworze leje deszcz, leje to słowo pasuje do tego co tam się działo. Kieruje się do wyjścia, jest 20:55 na zewnątrz zbierają sie zawodnicy ok 1000. Ja postanawiam zostać w środku i poczekać aż przestanie padać, a jeśli nie przestanie to wyjdę dopiero wtedy kiedy wszyscy odbiorą swoje mapy, wtedy ja nie będe musiał stać w kolejce. Z mapami jest taka historia, że wydaje się je w chwili startu, tak aby nikt wcześniej nie wiedział jaka droga ma iść.

Wszyscy ruszają.

Postanawiam nie fafikować i idę za tłumem, mijam kolejnych zawodników, ide swoim tempem, takim jakie znam na dystansie 50km. Czuje, że idę szybko, ale to moje tempo, a tłum ciągnie się na odcinku kilkuset metrów. Powoli zaczynam czuć, że mam już mokre spodnie od kostek do ud, jest 21:20... W pewnym momencie wyprzedza mnie dwóch zawodników,zerkam na łydki jednego z nich i już wiem, że to jest ekipa dla mnie. Przyśpieszam kroku i ide za nimi.

Mijają kolejne godziny, brniemy przez błoto, jakieś pola, drogi, wszystko mokre. Nie zastanawiam się już czy mam coś suchego na sobie, pamiętam była 23:30 a ja pomyślałem, że to nie jest już śmieszne. Chlupała mi woda w butach, nie było sensu jej wylewać bo lejący deszcz za chwilę by uzupełnił braki wody w moich butach. Zjadałem kolejne batony.

Gdzieś koło 01:30 na jednym z punktów kontrolnych robie odpoczynek na 5 minut, bardzo bolą mnie plecy, to od noszenia tego plecaka za dnia, to był ten błąd. Gdzieś we mnie odzywają się głosy, że nie dam rady itd. Zaczynam zadawać sobie pytanie, po co tu jestem ? Odpowiedź jest jedna, chce kurwa zrealizować cel, chce przejść 50km, to mój cel. Ide dalej.

Na trasie widzę uczestników wyrzucających na drogę papierki z batonów, butelki po napojach, wtedy zaczynam myśleć, że śnie o idealnym świecie, moim idealnym świecie w którym ludzie żyją wg moich zasad. A co jeśli ja sam popełniam mnóstwo takich błędów których sam nie dostrzegam? Nie ma co się złościć, robią to bą nie są świadomi, że robią źle.

Dość myślenia o świecie jak o czymś co mogę naprawić, niech się sypie, pali wali. To nie moja misja, pokazywać co dobre, niech każdy szuka własnego rozumu jeśli go potrzebuje.


Kiedy idę nocą przez las, sam, tak jak przez większość trasy, gdzieś 100m przede mną grupka ludzi, bolą mnie plecy, bolą mnie stopy, jest mi zimno, to tak sobie myślę - czy tak będzie wyglądała moja starość ? Skoro nie mam nikogo bliskiego, skoro nie mam rodziny, to czy właśnie tak będzie wyglądała moja starość? Tego wieczora odczułem samotność, pomyślałem sobie, że pomimo wszystkiego co było i tak wszyscy zapomną, zajęci swoim światem, zapomną.

Idąc z bolącymi stopami, myślę o wszystkich ludziach, którzy muszą codzień znosić tyle cierpienia z powodu swoich chorób. Myślę, o tym, jak łatwo zapomnieć, że mamy zdrowe nogi, że chodzimy ,biegamy. Dziekuje Ci wszechświecie za moje nogi!

Kiedy biegne ostatni odcinek z bolącymi nogami, zastanawiam się po co to wszystko ? Uczestnicze w rywalizacji, to już nie jest pokonywanie siebie, siebie pokonałem dawno, kiedy wystartowałem w tym niezaleźnie od wyniku, odważyłem się, nie znalazłem wymówki i przyjechałem by się zmieżyć. A teraz ? czym jest ten bieg ? Po co ?

Odpowiedziałem sobie na to pytanie. Jestem człowiekiem, mam w sobie jakąś próżność i potrzebowałem ją dopieścić. Ponieważ nie wiele w życiu osiągnąłem, chciałem zrobić coś z czego będe dumny, coś w czym będe w końcu dobry. Dlatego biegłem. By później móc sobie powiedzieć, byłem tam i dobiegłem do końca. Zrobiłem coś małego, nieznaczącego, jednak dla mnie był to dowód na to że potrafię, że żyję, że potrafię wytrwać z trudnych chwilach i dojść do celu.


Kiedy docieram do celu, uzmysławiam sobie, że zrobiłem coś, co było dla mnie trudne, przypminam sobie długa drogę i wszystkie myśli, które mówiły mi przerwij bieg! Przypominam sobie, że właśnie w życiu nie nauczyłem się walczyć do końca, że mnóstwo razy się poddałem, a teraz nie. Coś się zmieniło.

Podsumowując:
Na wyjazd musiałem pracować dwa dni.
Nie spałem przez ponad 30h podczas, których szedłem/biegłem harpagana.
Najlepszym dopingiem jaki zażyłem była lektura "Osho. Spotkania z wyjatkowymi ludzmi
" w drodze do Gdańska.
Czas w którym pokonałem trasę czyli ok 65km (50km to odległość teoretyczna) to 10:45min
Podczas trasy odpoczywałem ok 15 minut.
Na blisko tysiąc uczestników na dystansie 50km zająłem 34te miejsce, w drugiej pętli nie brałem udziału. W klasyfikacji końcowej na 100km , pod względem przebytej odległości zająłem 96 miejsce.



Ukończenie rajdu uznaje za mój osobisty sukces, czego dowodem były łzy szczęścia płynące jak potok w moim pozbawionym uczuć żywocie.
Mój osobisty sukces chciałbym zadedykować komuś, kto kiedyś uratował mój umysł przed zatonięciem, bez niego nawet bym nie pomyślał, że mogę to zrobić, Iwonie N.
Dziękuje Ci Iwona.









Zdjęcia poniżej przedstawiają mnie i moją drogę. Wykonane zostały przez autora strony www.Furbo.pl , za co serdecznie mu dziękuje!









Harpagan - w słowniku można przeczytać:
1. gwarowo: a) osoba gwałtowna, impulsywna; b) osoba gruboskórna, grubiańska; 2. potocznie lub gwarowo: osoba niezwykle wytrzymała, silna, wytrwała

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz