czwartek, 4 marca 2010

Św Marek

Jest sobota , godzina ok 16, idziemy od M1 w strone Dworca Wileńskiego, za nami ponad 7h marszu i 40km, jesteśmy zmęczeni, ja z powodu butów mam odciski na stopach, bardzo bolesne. Sebastian żartuje sobie, że moglibyśmy zjeść kebaba, takiego soczystego i pachnącego, ja mówie, że nie możemy się zatrzymywać, bo to najbardziej bolesne jest kiedy się staje i potem trzeba ruszyć. Przed nami jeszcze 3h marszu, chcemy iść 10h, to będzie ok 50km. Któryś z nas mówi , że fajnie by było gdyby Kebab był na wyciągnięcie ręki , tak żeby ktoś stał przy chodniku wziął od nas 5zł i oddał kebaba, śmiejemy się. Nogi bardzo bolą, w głowie myśli czy dam radę, czy może już przerwać. Chwile później mijamy kościół "św Marka" , ja żartuje sobie mówiąc "św Marku pomóż nam, potrzebujemy sił , żeby przejść, potrzebujemy energii by iść dalej,pomóż nam". Mija kilka minut, idziemy , już widać Wileński, idziemy pustym chodnikiem, po prawej stronie ściana sklepów, naglew jednym z lokali otwierają się drzwi i wychodzi kobieta niosąca duża tacę z pizza, uśmiecha się i mówi do nas "zapraszam do degustacji pizzy".

Częstujemy się, bierzemy po dwa kawałki, dziękujemy , patrzymy na siebie, odchodzimy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz