czwartek, 11 marca 2010

Przez pieniądz do szczęcia

Czytam książke Osho, o zagadkowym tytule "Mądrość piasków". Niezyjący już autor, pozostawia nam myśli, mówię pozostawia bo on mówił, a to co mówił spisywano, publikacji z jego nazwiskiem jest z tego co doczytałem ponad 400. Po przeczytaniu pierwszych stron, pomyślałem, musiał palić to samo zioło co De Mello. To jak myślał Osho daje dziś mi do myślenia.

Spostrzeżenie jakie chce poruszyć tyczy się religi, a jest to na tyle dobry temat, że dotyczy większości z nas. W co wierzysz ? Czy wierzysz w to co głoszą wyznawcy Twojej wiary ? Dlaczego pytam, bo od tego nalezy zacząć. Jeśli masz głeboko zakorzenioną wiarę, i jesteś śwęcie przekonany, że to w co wierzysz jest prawdą, dalsze przemyślenia nie mają sensu, bo to jak podejmować dyskusje o trzeźwości z pijanym, oczywiście nikogo nie urażając. Osho mówi, że wszyscy przywódcy duchowi jak Jezus czy Krischna byli ludźmi którzy posidli pewną wiedzę, byli głosicielami prawdy. Prawdy , którą można nazywac Bogiem. Każdy z nich miał tą samą idee, pokazać ludziom jak powinni żyć. Każdy z nich czynił też cuda, które miały być dowodem jego świętności.
Ciekawe jest to, że w krajach biednych, w których ludzie cieszą się z chleba i posłania, cuda jakie czynił Jezus są idealnie odbierane, zamiana wody w wino, kamienia w chleb, czy wskrzeszanie zmarłych, to jest coś dla ludzi którzy myślą jak zapłacić rachunek, za co kupić ubrania dzieciom. Po drugiej stronie świata na pewnym kawałku zimii , gdzieś w bogatym świecie żyją sobie ludzie, któcyh zmartwienia polegają na tym, że czują się zmećzeni, zagubieni w życiu. Dla nich problem pustej miski, czy braku dukatów nie jest znany. Dlatego cuda Jezusa nie robia na nich wrażenia, oni potrzebują innego przywodcy, innych cudów, potrzebują inspirujących myśli.... a może tu będzie pasował Buddha ? Tak jaak w rozmowie mówi do mnie Daniel "kiedy miałem kase mówiłe,że ona nie jest najważniejsza...tak nie jest, ale tylko dla kogoś kto ją ma" i tak samo tu ( nie zawsze, ale w 90% ?) jeśli pójdę do kogoś kto myśli jak zapłacić rachunki i zaczne z nim rozmowe o tym , że Karma jest swego rodzaju energią naszego sumienie to on mi powie "o czym Ty do mnie mówisz?". Ludzie aby szukali czegoś głebokiego, w sensie rozwijali swoją wiedzę na tematy wszelakie, a najbardziej te duchowe, potrzebują zaspokoić podstawowe potrzeby, jak jedzenie, spanie, praca, związek itp. Dopiero wtedy mogą zacząć dumać...

I co dzieje się dalej ? Kiedy już zaspokoją wszystko czego potrzebują, kiedy już zaczną szukac drogi, kiedy wejdą do lasu, w któym pełno drzew, i ciemność kryje tą jedyną słuszną drogę, szukaja, a kiedy docierają DO NIEJ uświadamiają sobie, że to wszystko jest nic nie warte, i stają się na powrót tymi ubogimi, ale tylko materialnie. Dostrzegaja ze to wszystko jest jednym wielkim przedstawieniem, w ktorym nawet nie ma scenariusza, nie wiadomo kiedy kurtyna naszego przedstawienia opadnie, kiedy skrje nas ciemnosc pod deskami. I czym ze beda wszystkie te nasze cele ? Nasze certyfikaty, dyplomy, nasze zdjecia, projekty i wniosle domy przepelnione dobrociami ktore ciesza oko, bardzo ciesza. To wszystko bedzie nic nie warte, tak jak ten piekny dom w ktorym nigdy nie bylo milosci. Dlatego warto czasem zastanowic sie w czym tkwimy, czy ta nasza wiara nie narzuca nam pewnych lancuhow ktore idealnie nas zniewalaja, tak abysmy nigdy nie trafili do tego ciemnego zlego lasu w ktorym jest ta jedna droga.

Zeby to nie bylo czczym gadaniem, powiem o sobie. Jeszcze nie wiem czym jest milosc, nie wiem czym jest tez wiara, bo ta ktora mialem byla zwyklym zaslepieniem , narzuconym przez niby autorytety, ktora wymagala odemnie abym slepo w nia wierzyl, abym w niej trwal i podporzadkowywal sie abusrdalnym zasadom chocby takim jak malzenstwo. Bo jak ktos kto kocha druga osobe moze zadac aby podpisala sie i przysiegala ze bedzie z nia na zawsze :) Przeciez to jest jakis absurd, skoro jest mozliwosc rozwodu to po co to obeicywac ? Czy ja mam ze swoim bratem, mama czy Dziadkiem jakis dokument ze bde zawsze ich kochal ? Nie, niczego takiego nie potrzebuja bo wiedza ze jestem dla nich, bo wiedza ze milosc prawdziwa nie potrzebuje dowodow ani przysieg. Przysiege mozna zlamac, prawdziwej milosci nie. Moja prawdziwa wiara mowi ze bylem zlym czlowiekiem i ze naprawiam to, moja wiara to to co czuja inni kiedy mysla o mnie, to co ja mysle o nich. Moja wiara mowi mi sluchaj, mysl, kochaj, szukaj. O milosci nie wiele wiemy, a ja sam jestem idealnym przykladem. Nie raz myslalem ze kocham, a byl to zwykly objaw braku wiedzy i zrozumienia swiata...ide zapalić szluga, a myśl dokończe niebawem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz