czwartek, 25 marca 2010

Nieskończone cierpienie

Lubię chodzić piechotą, sprawia mi to frajde jak mogę przejść długi dystans. To zdrowy sport, z nikim nie rywalizuje, wyłącznie pokonuje swoje własne bariery, cieszy mnie to i daje poczucie jakiegoś rodzaju spełnienia. Któregoś dnia wracam z kolacji u koleżanki pieszo do domu, idę przez bemowo, jest tuż przed północą, jak zwykle mam na uszach słuchawki,słucham muzyki , którą lubię. Na jezdni tuż obok mnie zatrzymuje się Chrysler Voager, to auto typowo wycieczkowe, odsuwają się drzwi i wysiada z nich dwóch mężczyzn, nie zdążyłem pomyśleć kiedy jeden z nich chwycił mnie za ręke, drugi udeżył w głowę. Chwilę później budzi mnie ból głowy odbijającej się od czegoś metalowego, to noga od siedzenia w samochodzie. Zrywam się, chce wstać, zostaje boleśnie udeżony i słyszę tempy głos "nie ruszaj się , albo dostaniesz w ryj". Pytam o co chodzi, mówie że to jakaś pomyłka, nikt nic nie mówi, wszyscy milczą , jedziemy, przez okna widzę, że to las, droga jakaś wyboista. Dostrzegam kontruy mężczyzn bo w aucie jest ciemno, jest ich trzech, kierowca i dwóch którzy mnie wciągneli. Samochód zwalnia, zatrzymuje się, czuje wyraźnie jak ostro skręca, coś miga na pomarańczowo, to brama, wjeżdżamy do garażu.
Chwile później otwierają się drzwi od auta i karzą mi wyjść, wysiadam, stoje w wielkim garażu, ktoś nagle mnie łapie i przyciska jakąś szmate do twarzy, mam skrępowane ręce. Ostatnie co widzę to metalowe łóżko szpitalne, resztka mojej świadomości mówi mi co się ze mną stanie.

Kilka dni później w Warszawie pojawiają się moi rodzice, mój kolega zawiadamia ich, że mój telefon nie odpowiada, a mnie nie było w domu przez kilka dni. Zawiadamiają policję, wszelkie media i szukają mnie. Bezskutecznie. Następnego dnia po porwaniu , wycięto mi obydwie nerki oraz kilka innych organów, moje dokumenty zostały spalone razem z ubraniami, a resztki mojego ciała zostały zniszczone przy użyciu chemii, a później ognia. Mnie już nie ma.

Moim rodzice wydają wszystkie pieniadze i siły na poszukiwanie mnie, znajomi rozwieszaja plakaty, powstaje forum gdzie ludzie sie radza jak mnie odszukac, zastanawiaja sie kto mogl byc moim wrogiem, albo gdzi emoglem pojechac. Sa wielkiej nadziei, jedni sie modla inni przeczesuja miasto w poszukiwaniu sladu po mnie. Nic tu szukac, nie wiedza, ze padlem ofiara interesow jakie umozliwia nam dzisiejsza technika. Jakis bogaty czlowiek z dalekiego swiata zamowil sobie nerki, nie pytal skad sa, zaplacil, nie chcial wiedziec. Padlo na mnie bo badalem sie u lekarza, ktory stwierdzil ze mam idealnie czyst akrew, nerki, watrobe itd... Wyniki oczywiscie zapisal w systemie, ale znalazl sie ktos kto mial dostep do danych i potrzebowal pieniedzy, na swoj piekne nowy dom zbieral, co sie dziwic, kazdy ma jakies marzenia.

Swiat kreci sie dalej, mnie nie ma, rodzina pograzyla sie w smutku i dozywotnim cierpieniu, ktore plonac bedzie dzieki nadziei.

Napisalem ten tekst, bo zastanawiam sie co sie dzieje ze wszystkimi ludzmi, ktory wychodza i nie wracaja, gdzie oni sa?


http://zaginieni.pl/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz