czwartek, 25 marca 2010

Nieskończone cierpienie

Lubię chodzić piechotą, sprawia mi to frajde jak mogę przejść długi dystans. To zdrowy sport, z nikim nie rywalizuje, wyłącznie pokonuje swoje własne bariery, cieszy mnie to i daje poczucie jakiegoś rodzaju spełnienia. Któregoś dnia wracam z kolacji u koleżanki pieszo do domu, idę przez bemowo, jest tuż przed północą, jak zwykle mam na uszach słuchawki,słucham muzyki , którą lubię. Na jezdni tuż obok mnie zatrzymuje się Chrysler Voager, to auto typowo wycieczkowe, odsuwają się drzwi i wysiada z nich dwóch mężczyzn, nie zdążyłem pomyśleć kiedy jeden z nich chwycił mnie za ręke, drugi udeżył w głowę. Chwilę później budzi mnie ból głowy odbijającej się od czegoś metalowego, to noga od siedzenia w samochodzie. Zrywam się, chce wstać, zostaje boleśnie udeżony i słyszę tempy głos "nie ruszaj się , albo dostaniesz w ryj". Pytam o co chodzi, mówie że to jakaś pomyłka, nikt nic nie mówi, wszyscy milczą , jedziemy, przez okna widzę, że to las, droga jakaś wyboista. Dostrzegam kontruy mężczyzn bo w aucie jest ciemno, jest ich trzech, kierowca i dwóch którzy mnie wciągneli. Samochód zwalnia, zatrzymuje się, czuje wyraźnie jak ostro skręca, coś miga na pomarańczowo, to brama, wjeżdżamy do garażu.
Chwile później otwierają się drzwi od auta i karzą mi wyjść, wysiadam, stoje w wielkim garażu, ktoś nagle mnie łapie i przyciska jakąś szmate do twarzy, mam skrępowane ręce. Ostatnie co widzę to metalowe łóżko szpitalne, resztka mojej świadomości mówi mi co się ze mną stanie.

Kilka dni później w Warszawie pojawiają się moi rodzice, mój kolega zawiadamia ich, że mój telefon nie odpowiada, a mnie nie było w domu przez kilka dni. Zawiadamiają policję, wszelkie media i szukają mnie. Bezskutecznie. Następnego dnia po porwaniu , wycięto mi obydwie nerki oraz kilka innych organów, moje dokumenty zostały spalone razem z ubraniami, a resztki mojego ciała zostały zniszczone przy użyciu chemii, a później ognia. Mnie już nie ma.

Moim rodzice wydają wszystkie pieniadze i siły na poszukiwanie mnie, znajomi rozwieszaja plakaty, powstaje forum gdzie ludzie sie radza jak mnie odszukac, zastanawiaja sie kto mogl byc moim wrogiem, albo gdzi emoglem pojechac. Sa wielkiej nadziei, jedni sie modla inni przeczesuja miasto w poszukiwaniu sladu po mnie. Nic tu szukac, nie wiedza, ze padlem ofiara interesow jakie umozliwia nam dzisiejsza technika. Jakis bogaty czlowiek z dalekiego swiata zamowil sobie nerki, nie pytal skad sa, zaplacil, nie chcial wiedziec. Padlo na mnie bo badalem sie u lekarza, ktory stwierdzil ze mam idealnie czyst akrew, nerki, watrobe itd... Wyniki oczywiscie zapisal w systemie, ale znalazl sie ktos kto mial dostep do danych i potrzebowal pieniedzy, na swoj piekne nowy dom zbieral, co sie dziwic, kazdy ma jakies marzenia.

Swiat kreci sie dalej, mnie nie ma, rodzina pograzyla sie w smutku i dozywotnim cierpieniu, ktore plonac bedzie dzieki nadziei.

Napisalem ten tekst, bo zastanawiam sie co sie dzieje ze wszystkimi ludzmi, ktory wychodza i nie wracaja, gdzie oni sa?


http://zaginieni.pl/

dotyk niczym promień słońca dla życia

jedno słowo


kiedy Twoje serce jak wredny pies jest nieposłuszne
gdy deszcz we mgle przypomina krainę piękna
kiedy za krótki sen, był za długi
takie są chwile...


jak spłakane w ciemnym lesie dziecko
niczym ptak z połamanymi skrzydłami
jak uwięziony człowiek z dala od ludzi
tak można się poczuć...


zapach, jeden, już na zawsze
smak też ten sam, jak narkotyk
dotyk niczym promień słońca dla życia
jak światło....

chwile...są takie gdy...
poczuć...się tak możesz....
jak światło...w ciemnym tunelu życia
to wszystko opisać można jednym słowem


znasz je, mów je często

dotyk niczym promień słońca dla życia

jedno słowo


kiedy Twoje serce jak wredny pies jest nieposłuszne
gdy deszcz we mgle przypomina krainę piękna
kiedy za krótki sen, był za długi
takie są chwile...


jak spłakane w ciemnym lesie dziecko
niczym ptak z połamanymi skrzydłami
jak uwięziony człowiek z dala od ludzi
tak można się poczuć...


zapach, jeden, już na zawsze
smak też ten sam, jak narkotyk
dotyk niczym promień słońca dla życia
jak światło....

chwile...są takie gdy...
poczuć...się tak możesz....
jak światło...w ciemnym tunelu życia
to wszystko opisać można jednym słowem


znasz je, mów je często

sobota, 20 marca 2010

Kilka chwil

Bede pisał tylko o dobrych stronach ludzi, o tym co złego mnie spotkało nie wspomne, gdyż sądzić nikogo nie chce, a sam więcej złego zrobiłem niż mi zrobiono.

Urodziłem się w 1981 roku, w Lublinie. Kiedy moi rodzicie się poznali moja Mama była wtedy młodą 20 letnią dziewczyną, mój Tata miał 24 lata. Kiedy dowiedział się, że jestem w drodze, stwierdził, że ani mnie ani mojej Mamy nie chce. Mieszkałem z Mamą u jej rodziców w Zmaościu, w domu mojego dziadka. Jak sam mi powiedział kilka lat temu, wrócił po Mame po dwuch latach za silną namową jego Mamy. Zabrał nas do Chełma, gdzie przez pierwsze lata mieszkaliśmy w domu rodziców mojego Taty.

Kiedy miałem 2 lata urodziła się moja siostra. Mama nauczyła mnie czytać i pisać kiedy miałem jakieś 5-6 lat. Chodziłem do przedszkola, ale jak pamiętam czułem tam lęk. Nie lubiałem tego miejsca. Już kiedy byłem mały kradłem czekolady z pod szafy gdzie chowali je rodzice, a jedzenie które mi nie smakowało wyrzucałem za szafkę.

Kochałem spędzać czas u Dziadków w Zamościu, tam czułem się bezpieczny i spokojny. W Chełmie nie miałem zbyt wielu kolegów. Zazwyczaj siedziałem w domu i budowałem roboty z silniczków które wykręcałem z każdej możliwej zabawki bądź urządzenia. Robiłem ciągle jakieś eksperymenty, budowałem, konstruowałem i wymyślałem. To były zazwyczaj jakieś głupoty, ale mnie to bawiło. Nie miałem zbyt wilu kolegów, z racji tego iż nie potrafiłem komunikować się z ludźmi. Byłem wystraszony, speszony, niepewny siebie i zakompleksiony. Bałem się, moją największą umiejętnością był strach.

Kiedy miałem 10 lat dostałem komputer Atari, a w zasadzie nie tyle dostałem co Tato mi go kupil za pieniadze jakie nazbierałem na komunie. Wtedy nauczyłem się programowac.Od rodzicow dostalem rower, czerwona kolarzowke. Jezdzilem na niej wszedzie, wtedy zaczalem pierwsze wyprawy rowerowe.

W szkole czesto dostawalem po gebie, za to ze za duzo mowilem, nie bylem typem wojownika, wrecz przeciwnie tchurza. Podstawowke skonczylem jako sredni uczen, mialem duzo troj. Mialem ogromne problemy z mysleniem i emocjami, te drugie w dowolnej chwili mnie blokowaly i odwracaly moje myslenie od glownej sprawy. Potrafilem sie wylaczac i fantazjowac calymi dniami w szkole czy w domu.

W wakacje miedzy szkola srednia a technikum zaczalem wachac klej, robilem to przez cale wakacje, to bardzo zly kawalek mojego zycia, niemniej jednak mial miejsce.

Kiedy poszedlem do technikum rodzice kupili mi  komputer PC. Pamietam ze moj Tato nie mial pieniedzy ale poniewaz dal mi slowo kupil go. Ja niestety zamiast sie uczyc gralem na komputerze, po pierwszym semestrze zawalilem szkole i przenioslem sie do innej, do szkoly ktora miala najgorsza renome w moim miescie. Tam szybko zaczalem obracac sie w roznych dziwnych kregach. W czasie technikum poznalem smak marichuany oraz haszyszu. W 1998 roku poznalem moja pierwsza dziewczyne Karoline. W zasadzie to ona poznala mnie , zaczepila mnie na dyskotece, pocalowala mnie i tak sie zaczelo. Chyba po roku zdradzilem ja, ale bylismy jeszcze ponad rok. Odeszla ode mnie, co bardzo przezylem. Meczylem sie z tym jeszcze jakies 2 lata, nie moglem zapomniec. W szkole zamiast sie uczyc bylem swego rodzaju Allegro, handlowalem wszystkim, kazdy kto chcial cos kupic albo sprzedac zwracal sie do mnie, a ja zalatwialem wszystko. Tanie kradzione rzeczy, uzywane telefony, radia itd itp. Kiedy przyszla ostatnia klasa technikum, postanowilem ze pojde na studia, to byl ciezki rok, musialem nadrobic 5 lat obijania sie. W wakacje przed ostatni rokiem technikum zmarla moja Babcia z Zamoscia, bardzo to przezylem.

Dostalem sie na trzy politechniki, wybralem ta w warszawie. W akademiku poznalem madrych i wartosciowych kolegow. Zafascynowany wielkim swiatem ktory w polaczeniu z brakiem mojej odpowiedzialnosci i moja glupota poskutkowal tym ze zawalilem pierwszy semestr. Postanowilem poszukac pracy, pracowalem chwile fizycznie, az pewnego dnia dzieki mojemu koledze z uczelni dostalem zaproszenie na rozmowe o prace jako programista. Wtedy zaczela sie moja historia z prograamowanie za pieniadze. To byl rok 2002. Szybko odkrylem jakie mozliwosci mi to daje, im wiecej wiem, tym wiecej zarabiam im wiecej zarabiam tym wiecej moge. Zylem jak zombie, chodzilem do pracy, szybko pracowalem, mialem duzo czasu dla siebie i uczylem sie nowych technologi, po pracy imprezowalem. Zapisalem sie na studia na WAT, studiowalem 2 lata, zawalilem elektronike i rzucilem to. Zapisalem sie na studia do prywatnej szkoly informatycznej. W miedzy czasie poznalem Justyne, ona pokazal mi co to znaczy madra dziewczyna, byla zakochana we mnie , ale ja w niej nie, nie umialem, byla bardziej jak przyjaciel, nie chcialem jej zostawic balem sie ze ja zranie. Kupilem sobie scigacza, jezdzilem be zprawka po calej polsce. Latalem po swiecie na wycieczki, juz wtedy potrafilem zarabiac pieniadze rzedzu 3.000 euro miesiecznie, to bylo duzo pieniedzy.
W miedzy czasie w sieci poznalem Kasie z Krakowa. Pewnego razu spotkalismy sie na dworcu centralnym w warszawie podczas jej podrozy do domu , bo pochodzila z Konina. Kasia wiedziala , ze mam dziewczyne i pamietam jak dzis na dworcu w mc donaldzie powiedziala do mnie "to co ze ja masz, pocaluj mnie!" i wtedy sie zaczelo. Co tydzien jezdzilem do Krakowa, zakochalem sie. Mielismy niesamowite zycie sexualne, kochalismy sie dniami i nocami, nasze ciala byly jak jedno. Szalelismy na swoim punkcie. Niestety ja nie rozwiazalem sprawy z Justyna, nie umialem. Pewnego ranka obudzilem sie w Krakowie a nademna stala Kasia i Justyna. Okazalo sie ze Kasia w nocy przegladala moj telefon...

Kilka dni pozniej probowalem popelnic samobojstwo. Wyladowalem w szpitalu. Zapisalem sie na terpaie, po dwuch wizytach przerwalem. Wciaz kochalem Kasie, chcialem ja przeprosic, prosilem o wybaczenie. Pracowalem w Warszawie na Kabatch, po pracy jezdzilem do niej do Krakowa, a o 4 rano mialem pociag do warszawy. Po kilku miesiach Kasia zamiaeszkala ze mna w Warszawie. Bylem zakochany, duzo pracowalem. Kupilem dla nas mieszkanie, trzy pokoje, pomyślałem, że to będzie na dobry start. Zamowilem pierscionek zareczynowy, mielismy jechac do Rzymu tam mialem sie oswidczyc, Kasia powiedziala mi jak beda nazywaly sie nasze dzieci, dwa dni pozniej powiedziala ze juz mnie nie chce. Kasia poznala w pracy swojego przyszlego meza. Odeszla odemnie.


To byl najgorszy czas mojego zycia. Wtedy umarlem, kochałem ją tak jak nigdy nikogo innego nie kochałem, problemem była moja nieumiejętność życia. Zarabialem wtedy ponad pięć tysięcy euro miesiecznie, to było sporo jak na samotnie żyjącego chłopaka. Moje samopoczucie było roztrzaskane. Poznawałem kobiety , sypiałem z nimi, zostawiałem je, szukałem sam nie wiedziałem czego. Poleciałem do Hong Kongu porobić zdjęcia, przypadkiem znalazłem prace, zamieszkałem tam na jakiś czas. W Warszawie poznałem Iwone, dała mi książke 'Przebudzenie', to był rok 2006. Coś drgneło w mojej głowie.

Miałem już w życiu dużo, dużo pieniędzy, dużo kobiet, dużo świata, dużo wrażen, dużo znajomych, dużo okazji do pomyślenia. Myślę , że przeżyłem sporo, i myślę , że tam w tym świecie gdzie masz pieniądze, gdzie masz piękne ciała, ubrania, zabawki tam nic nie ma. Świat to nas zumysł, to co potrafimy w nim osiągnąć. Reszta to tylko bajka za którą możesz zapłacić, ale jak skończą Ci się pieniądze to bajka się skończy.

Poznałem w życiu dużo ludzi, i w większości Ci skromni, zazwyczaj biedni byli coś warci. Cała reszta to zpesuty świat, świat taki sma jak ja tworzyłem, świat wyimaginowany przez możliwość kupowania go.

wtorek, 16 marca 2010

kiedy pada zmoknij, kiedy żyjesz kochaj

słowa spadają dziś jak krople deszczu jesienią
te krople, które toczą się wprost ze słońca
rozbijając się o ziemie znikają na zawsze
dopiero kiedy przyjdzie gorący czas, jak śmierć
wtedy krople jak słowa, kogoś kto właśnie odszedł, zobacze
rozbite o ziemie, wyciągne dłoń i będzie za późno
a krople spadają każdego dnia, jak skarb, mijają mnie
jeden krok mniej, wyciągam dłoń, podnosze głowe
niech rozbiją się o moje JA, i zostaną już na zawsze
tylko raz jest okazja, iść przez ten deszcz życia
kiedy pada zmoknij, kiedy żyjesz kochaj


poniedziałek, 15 marca 2010

Impreza podróżników , niewielu...

Najlepiej mówić o tym jak zimna jest woda zimą w morzu chwile po tym jak się z niej wyjdzie, kiedy emocje jeszcze są gdzieś w środku nas.



Zapytała mnie Kasia jak mi się podobały poprzednie Kolosy ( www.Kolosy.pl ) i tak chciałem sobie przypomnieć, ale nie wiele pamiętałem, powiedziałem "były bardziej inspirujące od tych (2010)".
Postanowiłem więc zapisać tu sobie to co czułem podczas oglądania tych ostatnich.

Duże tłumy, bardzo duże, ilość ludzi jak gdyby podwoiła się, czy pozytywnie, nie wiem. Wykładów było dużo, może się mylę, ale wydaje mi się , że więcej niż w ubiegłym roku.

Ilość....

Siedze i oglądam preentacje kobiety, której mąż gdzieś zginął i ta Pani sobie podrózuje po swiecie, po dalekiej Azji. To co mówi i jak mówi, zaczyna mnie boleć. Zdjęcia są dość ciekawe, ale zamykam oczy i wsłuchuje się w to co mówi, i co słyszę. Kobieta dużo krytykuje, odnosze wrażenie, że nie ma zbyt wielkiego dystansu do świata i ciągle surowo ocenia. W każdym zdaniu jest "ja byłam", "ja zrobiła", "ja pojechałam". Słucham dalej, ale kiedy słyszę, że Pani, która na pokazie zdjęć PODRÓŻNIKÓW zaczyna opowiadać o "idolu" jakimś super tenisiście, który ją zaprosił do siebie do domu, to ja się poddaje. Takie sesje gdzie ludzię chcą promować siebie , drażnią mnie jak nic innego, obrażają moją inteligencje. A idea jest prosta, zrób coś fajnego, a ja sam Cie znajde i poczytam o Tobie. Czyste NLP czyli "Pani mówie że jestem taka.... i tak... i że bardzo mnie lubie" no i to trafia do uszu masy i masa myśli ta babka jest spoko! To luzie mogą powiedzieć jaki jesteś, a nie Ty sam, no i ludzie powiedzieli, nagrody rozdane ;)


Inna prezentacja pokazuje bande ludzi, którzy postanowili używając nazwiska "Kazimierz Nowak" zorganizować coś w rodzaju Show. Zerbali się w bande, wyposażyli się w super sprżet, i postanowili jechać śladami Nowaka. Fajnie się przy tym bawiąc, wyciągając jakieś absyrdalne myśli w stylu "Mieszkanćy tego kraju są wspaniali, a dzieci z tamtego kraju są złe "...złe bo obrzucały ich kamieniami. Chyba zapomnieli jak sami byli mali i się wygłupiali, zapomnieli też, że pojechali do biednego kraju który styka się z bogatymi turystami, a jak by nie wiedzieli to prowadzi do konfliktu. Ratują psa ze studni, cała sala klaska, dlaczego żaden z nich nie zsiada z roweru, nie podchodzi do jednego z chłopców i nie zaprasza go do siebie, w celu np podarowania mu jakiejś drobnej pamiątku, próby uściskania dłoni itp. Jak dla mnie komercja, pod płaszczem "promowania Kazimierza Nowaka" kreują samych siebie na nie wiem kogo.


W końcu coś pozytywnego, młody chłopak wsiada na rower i jedzie w wysokie góry, mówi bez ładu i składu, często gubi myśl, nie kończy jej,ale jest to tak głębokie, tak ludzkie, że jak na moje ucho mówi naprawde mądrze. I po to jest podróż moim zdaniem, by spotkać siebie, tak jak on spotyka siebie, jak sam mówi, odkrywa swoje słabości, dostrzega coś czego wcześniej w sobie nie widział. Jak dla mnie genialny młody chłopak, który idzie w dobrym kierunku! Kolesiowi 150km przed metą pęka hak przeżutki, czyli zalicza game over. Wsiada na ciężarówke i płacze bo nie dojedzie, ale po kilku miesiącach mówi, że to było najlepsze co mogło się stać, bo zrozumiał, że nie chodziło o cel... dokładnie! To podróż jest celem, każda chwila jest celem naszej podróży.



Prawdziwy show zrobił koleś , który jechal przez Syberię motocyklem, jak dla mnie powinienen dostać posadę w jakimś programie rozrywkowym. Porcja śmiechu przy jego prezentacji była porównywalna z porcją śniegu jaka spadła w noc po zakończeniu kolosów na polskę . Cała sala pękała ze smiechu, i nie smiano się jak na pokazie dziennikarzy z tego ze kaleka wchodzi specjalnie pod kola pedzacego samochodu/ motocykla po to by wyludzic pieniadze ( !!! to jest straszne, przerazajace, a sala sie smiala !!! ) , ale z tego ze koles potrafil smiac sie z samego siebie, jak dla mnie Kolosa Smiechu!
Mysle ze musi byc naprawde duzym twardzielem, po tym co widzialem na zdjeciach chyle mu czoło, świetna prezentacja !
Nie dostał nagrody , a moim zdaniem jednym z powodów mogło być to , że przyszedł na impreze policyjną w koszulce z napisem "cztery łapy, pies kudłaty".
A tak na poważnie, to jak można w kraju Katolickim, (nikogo nie obrażając) witać się z gośćmi zaczynając od słów "satan!satan!satan!" i pokazywać znaki , które u sporej rzeszy ludzi kojarzą się z czymś złym. Ide o ręke, że każdy kto nie miał zamiaru zagłosować to poszedł i zagłosował przeciwko niemu, dlaczego ? Bo to sposób żeby komuś (użyje słowa chyba odpowiedniego) dopierdolić.
Mi osobiście jego słowa czy symbole powiedziały tylko tyle, że nie wstydzi się obnosić z tym co myśli, tyle tylko, że jeśli liczyło się dla niego zwycięztwo powinien był zastanowić się czy nie wpłynie to negatywnie na odbiór jego projektu.
Reasumując, świetny materiał , odważna wyprawa i moim zdaniem nie potrzebne wzmianki o koledze z ogonkiem.



Po drodze przwija sie watek dziennikarzy z z radia, jadacych do okola swiata na motocyklach, nuda, korzystaja z hoteli, samolotow, gadgetow , zadna frajda, wyprawa dla emerytow!
Beznadziejne zdjecia, i to trzeba smialo powiedziec. Zastanawialem sie dlaczego radio nie wyslalo jednego fotografa a drugiego dziennikarza, ale odpowiedz byla szybka, chodzilo o komercje, temat mial sie sprzedac w radio a nie na kolosach. Fajnie opowiadalai i to trzeba im przyznac, mieli duzy dystans i gdyby nie zdjecia i realizowanie wyprawy dla starcow przez mlodych kolesi to powiedzialbym spoko. I na koniec nie zrozumiałem przekazu myśli "każdy ma everest na jki zasłuży" powiedzieli to mówiąc, że ich wyprawa przy poprzednich pokazachbyła mała itd..... niech mnie ktoś z błędu wyprowadzi , ale czy przypadkiem nie przeżyli wyprawy o której wielu pewnie ludzi marzy ?



cdn....



To co piszę, to moje luźne myśli, mają być jedynie moim zapiskiem lub zaczepką do dyskusji na temat o którym piszę, za błędy orto przepraszam (tych co ich szczypią w oczy), ale piszę w notatniku, a gramatyka słabo zapadła mi w pamięci... bo szczerze wolę stracić jedną nogą, i o kulach grać w piłkę z innymi, niż mieć dwie zdrowe nogi i gdzieś z ukrycia jedynie krytykować.

czwartek, 11 marca 2010

Przez pieniądz do szczęcia

Czytam książke Osho, o zagadkowym tytule "Mądrość piasków". Niezyjący już autor, pozostawia nam myśli, mówię pozostawia bo on mówił, a to co mówił spisywano, publikacji z jego nazwiskiem jest z tego co doczytałem ponad 400. Po przeczytaniu pierwszych stron, pomyślałem, musiał palić to samo zioło co De Mello. To jak myślał Osho daje dziś mi do myślenia.

Spostrzeżenie jakie chce poruszyć tyczy się religi, a jest to na tyle dobry temat, że dotyczy większości z nas. W co wierzysz ? Czy wierzysz w to co głoszą wyznawcy Twojej wiary ? Dlaczego pytam, bo od tego nalezy zacząć. Jeśli masz głeboko zakorzenioną wiarę, i jesteś śwęcie przekonany, że to w co wierzysz jest prawdą, dalsze przemyślenia nie mają sensu, bo to jak podejmować dyskusje o trzeźwości z pijanym, oczywiście nikogo nie urażając. Osho mówi, że wszyscy przywódcy duchowi jak Jezus czy Krischna byli ludźmi którzy posidli pewną wiedzę, byli głosicielami prawdy. Prawdy , którą można nazywac Bogiem. Każdy z nich miał tą samą idee, pokazać ludziom jak powinni żyć. Każdy z nich czynił też cuda, które miały być dowodem jego świętności.
Ciekawe jest to, że w krajach biednych, w których ludzie cieszą się z chleba i posłania, cuda jakie czynił Jezus są idealnie odbierane, zamiana wody w wino, kamienia w chleb, czy wskrzeszanie zmarłych, to jest coś dla ludzi którzy myślą jak zapłacić rachunek, za co kupić ubrania dzieciom. Po drugiej stronie świata na pewnym kawałku zimii , gdzieś w bogatym świecie żyją sobie ludzie, któcyh zmartwienia polegają na tym, że czują się zmećzeni, zagubieni w życiu. Dla nich problem pustej miski, czy braku dukatów nie jest znany. Dlatego cuda Jezusa nie robia na nich wrażenia, oni potrzebują innego przywodcy, innych cudów, potrzebują inspirujących myśli.... a może tu będzie pasował Buddha ? Tak jaak w rozmowie mówi do mnie Daniel "kiedy miałem kase mówiłe,że ona nie jest najważniejsza...tak nie jest, ale tylko dla kogoś kto ją ma" i tak samo tu ( nie zawsze, ale w 90% ?) jeśli pójdę do kogoś kto myśli jak zapłacić rachunki i zaczne z nim rozmowe o tym , że Karma jest swego rodzaju energią naszego sumienie to on mi powie "o czym Ty do mnie mówisz?". Ludzie aby szukali czegoś głebokiego, w sensie rozwijali swoją wiedzę na tematy wszelakie, a najbardziej te duchowe, potrzebują zaspokoić podstawowe potrzeby, jak jedzenie, spanie, praca, związek itp. Dopiero wtedy mogą zacząć dumać...

I co dzieje się dalej ? Kiedy już zaspokoją wszystko czego potrzebują, kiedy już zaczną szukac drogi, kiedy wejdą do lasu, w któym pełno drzew, i ciemność kryje tą jedyną słuszną drogę, szukaja, a kiedy docierają DO NIEJ uświadamiają sobie, że to wszystko jest nic nie warte, i stają się na powrót tymi ubogimi, ale tylko materialnie. Dostrzegaja ze to wszystko jest jednym wielkim przedstawieniem, w ktorym nawet nie ma scenariusza, nie wiadomo kiedy kurtyna naszego przedstawienia opadnie, kiedy skrje nas ciemnosc pod deskami. I czym ze beda wszystkie te nasze cele ? Nasze certyfikaty, dyplomy, nasze zdjecia, projekty i wniosle domy przepelnione dobrociami ktore ciesza oko, bardzo ciesza. To wszystko bedzie nic nie warte, tak jak ten piekny dom w ktorym nigdy nie bylo milosci. Dlatego warto czasem zastanowic sie w czym tkwimy, czy ta nasza wiara nie narzuca nam pewnych lancuhow ktore idealnie nas zniewalaja, tak abysmy nigdy nie trafili do tego ciemnego zlego lasu w ktorym jest ta jedna droga.

Zeby to nie bylo czczym gadaniem, powiem o sobie. Jeszcze nie wiem czym jest milosc, nie wiem czym jest tez wiara, bo ta ktora mialem byla zwyklym zaslepieniem , narzuconym przez niby autorytety, ktora wymagala odemnie abym slepo w nia wierzyl, abym w niej trwal i podporzadkowywal sie abusrdalnym zasadom chocby takim jak malzenstwo. Bo jak ktos kto kocha druga osobe moze zadac aby podpisala sie i przysiegala ze bedzie z nia na zawsze :) Przeciez to jest jakis absurd, skoro jest mozliwosc rozwodu to po co to obeicywac ? Czy ja mam ze swoim bratem, mama czy Dziadkiem jakis dokument ze bde zawsze ich kochal ? Nie, niczego takiego nie potrzebuja bo wiedza ze jestem dla nich, bo wiedza ze milosc prawdziwa nie potrzebuje dowodow ani przysieg. Przysiege mozna zlamac, prawdziwej milosci nie. Moja prawdziwa wiara mowi ze bylem zlym czlowiekiem i ze naprawiam to, moja wiara to to co czuja inni kiedy mysla o mnie, to co ja mysle o nich. Moja wiara mowi mi sluchaj, mysl, kochaj, szukaj. O milosci nie wiele wiemy, a ja sam jestem idealnym przykladem. Nie raz myslalem ze kocham, a byl to zwykly objaw braku wiedzy i zrozumienia swiata...ide zapalić szluga, a myśl dokończe niebawem

czwartek, 4 marca 2010

Ból w oczach

Pod szkołą, w szpitalu, pod urzędem, przy autostradzie, w wielu miejscach można spotkać podjazdy dla niepełnosprawnych osób poruszających się na wózkach.

Sygnał na przejściu, informacja głosowa w metrze, informacja głosowa w autobusie , tramwaju, duże ułatwienie dla niewidomych.

Wszystko co widać, słychać jest z jakiegoś powodu. Ostatnio wracam pieszo do domu, idę tak sobie szybkim marszem 40 minut, i przyglądam się temu co widzę. I tak sobie myślę, że mam oczy, mam rozum, i to co widzę i jak myślę, zaczyna mnie boleć.

"Pomóż szczęściu. Płać częściej" - co to jest za hasło ? Do kogo ono jest skierowane ?

"Masz małego? Kup dużego!" - a to ?

Skoro takie hasła są na ulicach, znaczy się, że dobrze się sprzedają, że trafiają do ludzi.

Tak więc pytam, kim są ludzie, do których to trafia ? Jak ich nazwać ? Jakiego organu im brakuje, albo jaki organ u nich źle funkcjonuje ?

A może to jest ta normalność - więcej, szybciej, ładniej, drożej, dalej, cieplej....

Św Marek

Jest sobota , godzina ok 16, idziemy od M1 w strone Dworca Wileńskiego, za nami ponad 7h marszu i 40km, jesteśmy zmęczeni, ja z powodu butów mam odciski na stopach, bardzo bolesne. Sebastian żartuje sobie, że moglibyśmy zjeść kebaba, takiego soczystego i pachnącego, ja mówie, że nie możemy się zatrzymywać, bo to najbardziej bolesne jest kiedy się staje i potem trzeba ruszyć. Przed nami jeszcze 3h marszu, chcemy iść 10h, to będzie ok 50km. Któryś z nas mówi , że fajnie by było gdyby Kebab był na wyciągnięcie ręki , tak żeby ktoś stał przy chodniku wziął od nas 5zł i oddał kebaba, śmiejemy się. Nogi bardzo bolą, w głowie myśli czy dam radę, czy może już przerwać. Chwile później mijamy kościół "św Marka" , ja żartuje sobie mówiąc "św Marku pomóż nam, potrzebujemy sił , żeby przejść, potrzebujemy energii by iść dalej,pomóż nam". Mija kilka minut, idziemy , już widać Wileński, idziemy pustym chodnikiem, po prawej stronie ściana sklepów, naglew jednym z lokali otwierają się drzwi i wychodzi kobieta niosąca duża tacę z pizza, uśmiecha się i mówi do nas "zapraszam do degustacji pizzy".

Częstujemy się, bierzemy po dwa kawałki, dziękujemy , patrzymy na siebie, odchodzimy.