czwartek, 25 lutego 2010

Tołstoj - Sonata Kreutzerowska

Mam nieodpartą chęć powiedzieć, że czytając Tołstoja, w niejednej myśli widziałem to samo co pisał De Mello.

Dziwną więź poczułem z bohaterem tej książki, może dlatego, że sam mam podobne odczucia wobec tego świata. Doświadczenie jakie zdobywamy w życiu dają nam kolejne szczebelki do naszej drabiny, którą wspinamy się w górę by pojąć sens życia. I jak to napisała niedawno pewna ważna osoba "Głupota zbyt dużo kosztuje i dobrze, bo czegoś uczy." i tak ja ( nie będe pisał my) w życiu byłem wiele razy głupi, i dopiero teraz kiedy odkrywam CZAS jaki mi dano, otwieram zeszyt z moimi lekcjami z życia i zaczynam rozumieć co nauczyciel chciał mi przekazać. Nie żadko nauczycielem była bliska osoba, która zamiast słów podziękowania poczuła się źle z mojego powodu. Być może będzie mi dana szansa być kiedyś w miejscu i czasie , dzięki któremu będe mógł to w nieznany mi sposób naprawić. Oby tak się stało.
Nawiązuje tym do książki Tołstoja, ponieważ mówi ona dokładnie o tym jak szablonowo patrzymy na świat, jak dużo mamy w głowie etykiet przypiętych do żcyia, o którym bardzo często nie miamy bladego pojęcia. I choć dziś świat zupełnie inaczej wygląda niż ten , w którym żył pisarz, a mówie tu o dostępności do wiedzy i o możliwości zdobycia jej, to ludzie nadal popadają w te pułapki jakimi są narzucane z góry stereotypy.
Jak często da się spotkać ludzi, mówiących o szczęściu, którzy bladego pojęcia nie mają o nim, bo być może sami w swoim świecie są szczęśliwi, ale jak często kosztem innych.
"Już wiem jak żyć" jak straszne kłamstwo, jak można to wiedzieć, nawet teraz kiedy to pisze, ten swego rodzaju pamiętnik , wiem doskonale , że za lat kilka kiedy będe to czytał, powiem "jak mało wiedziałem". Być może jak bohater, dopiero kiedy wypije kielich swojego szczęścia dopiero wtedy zrozumiem co piłem. To jak pić szklanke pysznego soku za jednym łykiem nie zastanawiając się nad jego smakiem, i poczuć go dopiero kiedy osttanim tchem złapiemy powietrze, tak też życie można przeżyć, zamiast się każdym małym łykiem delektować i cieszyć się z niego.



Książka , którą przeczytałem to "Sonata Kreutzerowska" z 1934 roku.

Wspaniałe przemyślenia na temat związków, relacji jakie budujemy, to niesamowite co pisze ten człowiek, niesamowite jak daleko potrafił sięgać wyobraźnią. Tołstoj ukazuje w jaki sposób młodzi ludzie (w tamtych czasach) żyli, podejmowali decyzje o zawieraniu związków. Pokazuje jak schematycznie działamy, w jaki sposób przenoszą się na nas wzorce naszych rodziców, i jak później z tego powodu cierpimy.

"Niezwykle dziwną jest rzeczą, jak prawdziwe wydaje się złudzenie, że piękno jest dobrem. Słucha się, jak piękna kobieta mówi głupstwa, a nie słyszy się głupstw, tylko mądrości; choćby mówiła i robiła brzydkie rzeczy , widzi się w tym coś miłego. Kiedy zaś nie mówi ani głupstw, ani brzydkich rzeczy, a jest ładna, to zaraz ma się pewność, że jest niezwykle mądra i uczciwa"

W powyższym tekście można pewnie zamienić płeć i będzie też prawdą. Choroba znana.


"W mieście człowiek może przeżyć sto lat i nie spostrzec się, że już dawno umarł i zgnił. Nie ma czasu analizować siebie, cały czas jest zajęty. Interesy, stosunki towarzyskie, zdrowie, sztuka...To trzbea przyjmować tych to owych..."



Koniec książki jest podkreślony muzyką, dokłądnie tym utworem:

Przypadkowy link, dziwna sprawa czyli o tym jak trudno czasem pomóc

Wpadł mi w ręce poniższy link

Wciąż nie wiadomo jak zgniął Paweł Mucha, ojciec wyznacza nagrodę

Zaintrygowała mnie sprawa, sporo nad tym myślałem, przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Opowiedziałem go kilku osobom i jednoznacznie stwierdziły, że to może pomóc w rozwiązaniu zagadki. Postanowiłem spróbować pomóc rodzinie chłopaka.

Napisałem komentarz z informacją pod profilem chłopaka:
http://nasza-klasa.pl/profile/6711270

Po kilku dniach dostałem anonimowy list na naszej klasie , z anonimowego konta , założonego jak zgaduje specjalnie po to by wysłać mi informacje, w liście był podany adres do ,którego dokopałem się już wcześniej diabelskim narzędziem Google :
http://www.szklarski.eu/index.php?showtopic=131988

Zapoznałem się z informacjami zamieszczonymi na tym forum przez Pana Szklarskiego i niezwłocznie wysłałem do niego maila o następującej treści:

"Witam Pana

.... ( tu opisałem sytuacja kim jestem i dlaczego pisze).....


Pozwole sobie na mój komentarz do sytuacji:
Chłopak został podstępnie zwabiony do auta, jechał z kimś kogo się nie bał 70km, wnioskuje to po tym, że nie ma mowy o pobiciu. Okradziono go , wysadzono w lesie ( wnioskuje ze w lesie, poniewaz szukal drogi i trafil na tory, nimi szedl do ludzi) upadl i stracil przytomnosc, moze bylo mu za zimno, moze byl tak pijany, nie wiem. Gdyby wyrzucono go na drodze nie znalazl by sie na torach tylko szedl droga.

Stad moja teza ze sa osoby trzecie.

Mam pomysl w jaki sposob dzieki (tu wycinam tekst, aby nie zdradzać nawet detali) mozna pomoc rodzicom Pawla w schwytaniu tych osob/osoby.

Nie chce zdradzac szczegółów w tej chwili.

Prosze o kontakt telefoniczny. "
wysłane 18/02/2010 23:41


I cisza..... do dziś nie było żadnego kontaktu, nikt się nie odezwał.

Można by się zastanawiać czy źle coś napisałem, a może Pan Szklarski uznał mój list za idiotyczny, a może zwyczajnie jest problem w tym, że Ojciec wyznaczył nagrode za pomoz w ujęciu sprawców...

Chyba w liście powinieniem był dopisać, że nie oczekuje żadnej nagrody, a chce zwyczajnie pomóc ludziom wykorzystując swoją wiedzę.

Tak czy inaczej, dziwna dla mnie sprawa, a raczej brak rekacji w tej sprawie.

środa, 24 lutego 2010

Co masz zrobić jutro, zrób dziś :)

Przypomniała mi się dziś pewna historia, która miała miejsce w jednej z firm w których pracowałem.

Otóż ta firma wydelegowała swojego pracownika na tydzień czasu to wsparacia technicznego jednego z serwerów gdzieś w Londynie.

Chłopak poleciał, miał na zrealizowanie zadania 5 dni. Znał się na robocie, i wiedział, że zajmie mu to kilka godzin, więc cały tydzień grał, klikał jutuba itd. Odkładając robotę na ostatni dzień.

Ostatniego dnia kiedy chciał się zalogować do serwera i zrobić co miał do zrobienia, okazało się, że hasło , które dostał było nieprawidłowe, i nie mógł się zalogować, poprosił o poprawne hasło....

Dla niego ta historia nie miała szczęśliwego zakończenia.




czwartek, 18 lutego 2010

Zapytaj, pomyśl

Boje się , że to wszystko na nic. Całe to rozmyślanie, po co myśleć, po co szukać, skoro na świecie króluje brak zrozumienia.


Poniżej zamieszczam dwa obrazki.





Co przedstawia ten obrazek ? Czy potrafisz opisac co widzisz ?

Skoro już mamy odpowiedź co widzimy, to następne pytanie. Jakie emocje to w Tobie wywołało ?


A teraz drugi obrazk, przedstawiający komenatrze jakie zobaczyłem w internecie:





Czy komentującym przyszło do głowy , że to "fake" czyli spreparowany obrazek ?Czy ktoś z nich zapytał siebie od kiedy to świat naprawia się przemocą ?


Czy jedliście kiedykolwiek skrzydełka z KFC ?

Jaka jest różnica pomiędzy kurczakiem zajebanym(do sytuacji kurczaka nie pasuje słowo zabity, on się kurewsko męczył i dosłownie został zajebany) w polsce dla kfc , a pieskiem ubitym przez chłopców w których kraju się psy zjada ?

Tu coś o zwierzętach , których tak się broni , nad którymi się tak rozczula http://www.tvn24.pl/-1,1538593,wiadomosc.html

Czy tego chłopca też nalezy zabić ?
http://www.fakt.pl/m/Repozytorium.Obiekt.aspx/-650/-550/faktonline/1242101766592.jpg

No tak, to chłopiec, niczemu winny, trudno go oceniać.

To może tą babcie ?
http://paluki.tygodnik.pl/foto/2005tekstroku/palucka3.jpg





Przypomina mi to palenie czarownic, tyle tylko, że mamy 2011 rok, dostęp do internetu, dostępo do wiedzy. Tym czasem ludzie są gotowi do okazywania nienawiści bo zobaczyli dobrze spreparowane zdjęcie.

Jeśli założymy , że to nie jest "fake" tylko prawda. To proszę mi podać jedną postać z historii, która zresocjalizowała jednostkę ludzką przez jej zabicie. Niecierpliwie czekam na maile. A może ktoś mi poda przykład resocjalizacji człowieka poprzez okazywanie mu agresji ?
Jeśli pójdziemy głębiej, zobaczymy, że może to problem z psychiką człowieka, eureka !
Zatem da się ją naprawić przemocą ?

Proszę wybaczyć moje banalne pytania, ale do tak banalnego rozumowania jak przedstawione w komentarzach nie da się postawić bardziej złożonych pytań. To jak pytać kogoś kto uczy się dodawania czym jest całkowanie.

Mnie osobiście to przeraża, boję się takich ludzi którzy gotowi są wydawać osądy na podstawie czego ?


Dla żądnych prawdy, zapraszam na strone prezentującą coś co mnie zastanawia. Nie wiem czy te zdjęcia są prawdziwe, zakładam, że nie. W każdym razie moga wzbudzić emocje.

OSTRZEGAM ! Zdjęcia prezentują ludzkie ciało, martwe ciało.
http://absolute-rino.blogspot.com/2009/08/human-feast.html

środa, 17 lutego 2010

Jeszcze tylko 30 lat....

Będe pisał o sobie, każdy może mieć inne odczucie na temat tej rzeczywistości.

Urodziłem się 12 marca 1981, pięć minut po północy, wiesz co się wtedy stało ?

Dostałem ID , dokładnie swój numerek w systemie. 81031205819, też masz podobny ?

Potem poszedłem do przedszkola, żeby nauczyć się, czego ? Tego samego co później w podstawówce. Tego jak być podporządkowany systemowi , który działa na świecie. Jak stawiać się punktualnie na każde zawołanie, jak chodzić do pracy i nie zadawać pytań, po co czy dlaczego.

Potem są studia, ucze się tego co inni zrozumieli i teraz tego ucza. Ile z tej wiedzy jest mi potrzebnej. Czy wiedza o obiegu krwi żaby, rekacje chemiczne związków o których nie mam pojęcia, albo w końcu koszmarnie długie równania matematyczne, co z tego wszystkiego przyda mi się w życiu ?

Sytuacja w , której się znajduje jest tak absurdalna, że to się w głowie nie mieści.


Poczynie pewne założenia, powiedzmy, że będe żył 60lat. W tej chwili mam 28 lat. Za mną 8 lat pracy po 8h dziennie. Mam kredyt na najbliższe 30 lat. Mieszkam w mieszkaniu, które muszę spłacać. Mam pracę, która jest wymagająca, ciągle muszę się dokształcać, kupować książki, czytać, szukać, uczyć się. Jeśli tego nie będe robił, moja wartość dla pracodawcy spadnie, a ja zaczne zarabiać mniej, wtedy będe miał problem ze spłaceniem kredytu i będe musiał iść zarabiać po godzinach jeszcze bardziej cofając się w rozwoju i błedne koło się zamyka.

Jeśli przez 30 lat będe dobrym pracownikiem, spłace mój kredyt, wtedy moje mieszkanie , mójblok będzie w słabym stanie, może wynajmę dwa pokoje i będe miał emeryture. Ale zostanie mi 2 lata życia. Zapewne moje oczy będą w złym stanie, 40 lat przed komputerem zrobi swoje. Moje stawy w palcach będą w stanie podobnym. Do czego będe się nadawał ?

Wyobraziłem to sobie i nie chce tak przeżyć życia. Oczywiście w między czasie, tzn podczas 20 dni urlopu w roku będe podróżował, to tu to tam. W między czasie będe na wielu pogrzebach członków mojej rodziny, dla której nie miałem zbyt wiele czasu, bo się ... uczyłem, albo próbowałem podnieść swój ... status społeczny, bo chciałem mieć auto, mieszkanie , dobry aparat, chciałem chodzić do kina, wyjść z dziewczyną na kolacje ( chwila powiedziałem z dziewczyną ? z jaką dziewczyną ? ). I tak mija dzień za dniem.

I co ? Jak zostaną mi te 2 lata życia to napisz książke, w stylu moje przemyślenia ? To jedyne co mi pozostanie, to nadzieja, że ktoś wyciągnie na jej podstawie jakieś wnioski, bo ja się już w czasie cofnąć nie będe mógł.





Podczas tych 30 lat, przeżyje mnóstwo czasu w samotności, czytając książki, rozmyślając. Odkryje niejednego Tołstoja, zobacze nie jeden "Into the Wild" i poznam nie jednego człowieka, który wyryje w mojej pamięci wspomnienia. I to będzie moje zycie.




Mam jeszcze inną opcje. Posłucham dobrych rad i się ochajtam , w końcu co za problem ? Zbierasz 30k, jak nie będe miał to rodzice flaki sobie wypruja, żeby zrobić mi wesele. Zjadą się gośćie, wódki nie może zabraknąć, bo większość Panów zechce się napić, aby ich żony stały się piękniejsze, aby zapomnieć o problemach jakie zostawili w domu. Panie pięknie się ubiorą, każda z nich będzie chciała pięknie wyglądać, w końcu jest kobietą, jest piękna. Ja bede udawal szczesliwego, a moze bede szczesliwy bo przypadkiem sie zakocham (nieszczesliwie).

Splodze dzieci, albo i nie bo w koncu duza szansa , ze jestem bezplodny, jest tez szansa ze nie urodza sie chore. Potem zacznie sie zycie. Jakie ono jest kto nie wie (jak ja) moze sobei posluchac od znajomych, moze poobserwowac znajomych.


A potem pewnego dnia, wroce do domu i zapytam Zone , dlaczego deska klozetowa jest podnisiona skoro w domu mieszkam ja Ty i dwie corki... w koncu zdrada ujzy swiatlo dziennie...kto wie moze to ja zdradze, nigdy nie wiesz co Cie w zyciu spotka.


Wiec pytam, gdzie to zycie ? Gdzie sens w tym wszystkim ? Moze sa ludzie, ktorym jest latwiej bo maja zaplecze finansowe, moze sa ludzie, ktorzy sa blisko swoich rodzin i jakos sie trzymaja. Ale wiekszosc ludzi jak ja, jest gdzies daleko od rodzin, nie maja mieszkan, nie zarabiaja wystarczajaco duzo, i musza zyc. Czym jest ten system, skoro kaza Ci pracowac, na zaspokojenie potrzeb, i usmiercenie swojego zycia. Czy naprawde cieszy Cie 20 dni urlopu, i wend kiedy jestes zmeczony po tygodniu pracy i jedyne co CI daje to chwila odpoczynku ?

Mijaja dni, tygodnie, miesiace, ja mam juz sporo siwych wlosow. Za chwile minie 30 lat, 40, i zanim sie obejze...rozjedzie mnie samochod na pasach , a moje ID zamieni sie w identyfikator do newsa "W tym roku na pasach zginelo 235 osób"

Naprawde nie wiem co ja tu żyję, bo skoro myślę, oddycham, i siedze za komputerem aby spłacać kredyt i mieć na jedzenie to znaczy, że marnuje swoje życie.

Życie należy przeżyć, nie przepracować.

Lew Tołstoj - Odbudowanie Piekła

ROZDZIAŁ I

Działo się to w czasach, gdy Chrystus głosił ludziom swą naukę. Nauka ta była tak zrozumiała i stosowanie jej w życiu tak łatwe, tak widocznie uwalniała ludzi od zła, że nie sposób było się jej oprzeć. Nic nie mogło położyć tamy jej rozpowszechnianiu.
Belzebub - ojciec i władca wszystkich diabłów - przestraszył się. Wiedział dobrze, że jego władza nad ludźmi skończy się na zawsze, jeśli Chrystus nie wyrzeknie się głoszenia swej nauki.
Był w strachu, lecz nie tracił nadziei i podburzał posłusznych mu faryzeuszy i uczonych w piśmie, aby możliwie najdotkliwiej obrażali i dręczyli Chrystusa, uczniom zaś jego radził uciec i zostawić go samego. Ufał, że skazanie na śmierć haniebną, naigrywanie się, opuszczenie przez wszystkich uczniów, wreszcie same męki i kara śmierci sprawią, że Chrystus w ostatniej chwili wyrzeknie się swej nauki, a wyrzeczenie zburzy całą jej potęgę.
Sprawa rozstrzygała się na krzyżu. Gdy Chrystus zawołał: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił!", Belzebub wydał okrzyk triumfu; schwycił przygotowane kajdany i włożywszy je sobie na nogi, dopasował je tak, żeby nie mogły być zerwane, gdy zostaną założone Jezusowi.
Wtem z krzyża dały się słyszeć słowa: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią". Zaraz potem Chrystus zawołał: "Spełniło się" i wyzionął ducha.
Belzebub zrozumiał, że wszystko stracone. Chciał zdjąć kajdany i uciekać, lecz nie mógł ruszyć się z miejsca. Kajdany przywarły do jego nóg. Chciał wznieść się na skrzydłach, lecz nie mógł ich rozpostrzeć. I widział Belzebub jak Chrystus w wielkiej światłości zatrzymał się w bramie piekieł, widział jak wyszli z piekła grzesznicy od Adama do Judasza, widział jak rozbiegły się wszystkie diabły, a nawet jak same ściany piekieł rozpadły się bez hałasu na cztery strony świata. Nie mógł znieść tego widoku, więc zaryczał przeraźliwie i wpadł w bezdenną przepaść przez pękniętą posadzkę piekieł.

ROZDZIAŁ II

Upłynęło sto, dwieście, trzysta lat. Czasu Belzebub nie liczył. Naokoło była zupełna ciemność i cisza. Leżał bez ruchu i starał się nie myśleć o tym, co zaszło, a jednak myślał i pałał bezsilną nienawiścią do sprawcy swej zguby.
Nie pamiętał już i nie wiedział ile setek lat upłynęło od tamtego czasu, gdy raptem usłyszał nad sobą szmery podobne do tupotu nóg, stękania, krzyki i zgrzytanie zębów.
Belzebub podniósł głowę i zaczął nasłuchiwać. W to, że po zwycięstwie Chrystusa piekło mogłoby być odbudowane, nie mógł uwierzyć, tymczasem zaś tupot, jęki, krzyki i zgrzytanie zębów stawały się coraz wyraźniejsze.
Belzebub podniósł tułów, podciągnął pod siebie kosmate nogi z odrośniętymi kopytami (kajdany ku jego zdziwieniu same z nich opadły) i zatrzepotawszy, swobodnie rozpostartymi skrzydłami, wydał zwykły sygnałowy świst, którym dawniej wzywał swe sługi i pomocników.
Nie zdążył jeszcze nabrać tchu, gdy nad jego głową zrobił się otwór, błysnął czerwony ogień i tłum diabłów w wielkim ścisku wysypał się z otworu w przepaść, i na podobieństwo kruków obsiadających padlinę, rozsiadł się naokoło Belzebuba.
Diabły były wielkie i małe, grube i chude, z długimi i krótkimi ogonami, z prostymi i krzywymi rogami.
Jeden z diabłów, odziany w pelerynkę narzuconą na ramiona, cały nagi, czarny i błyszczący, z twarzą ogoloną i ogromnym, obwisłym brzuchem, siedział w kucki przed samym obliczem Belzebuba i przewracając swymi ognistymi ślepiami, uśmiechał się bezustannie, machając z boku na bok swym długim, cienkim ogonem.

ROZDZIAŁ III

Co znaczy ten hałas? - zapytał Belzebub wskazując do góry - Cóż tam się dzieje?
- To, co zawsze - odpowiedział błyszczący diabeł w pelerynce.
- A czy są jeszcze grzesznicy? - spytał Belzebub.
- O tak, wielu - odparł błyszczący.
- Jak tam z nauką tego, którego imienia nie chcę wymieniać? - zapytał Belzebub.
Diabeł w pelerynce wyszczerzył zęby tak, że pokazały się wszystkie jego ostre kły, a przez całą zgraję przeszedł tłumiony śmiech.
- Nauka ta już nam nie przeszkadza. Oni przestali w nią wierzyć - powiedział diabeł w pelerynce.
- Jak to? Przecież nauka ta, poświadczona jego własną śmiercią, w sposób oczywisty ratuje ich od nas - rzekł Belzebub.
- Tak było, dopóki jej nie przerobiłem - odparł z dumą diabeł w pelerynce, uderzając ogonem w podłogę.
- Jak ci się to udało?
- Właściwie nie musiałem nic robić. Trochę tylko pomagałem.
- Opowiedz w skrócie -rozkazał Belzebub.
Diabeł w pelerynce, spuściwszy głowę, pomilczał chwilę, jak gdyby dla namysłu, następnie nie spiesząc się zaczął opowiadać:
- Gdy nadszedł ów straszny czas, że piekło zostało zburzone, a ojca naszego i władcy zabrakło między nami, udałem się w miejsca, gdzie głoszona była ta właśnie nauka, która o mały włos nie doprowadziła nas do całkowitej zguby. Przyszła mi chęć zobaczyć, jak żyją ludzie stosujący się do niej. I ujrzałem, że ludzie stosujący tę naukę w życiu, byli zupełnie szczęśliwi i dla nas niedostępni. Nie gniewali się na siebie, nie ulegali urokowi kobiet i albo nie żenili się, albo mieli tylko jedną żonę, majątku zaś nie posiadali wcale, wszystko było uważane za wspólną własność, nie bronili się przed tymi, którzy na nich napadali, a za złe płacili dobrem. I życie ich było tak dobre, że wciąż więcej i więcej ludzi do nich przystawało. Widząc to, pomyślałem sobie, że wszystko stracone i chciałem już odejść. Oto jednak w tym czasie zaszedł incydent sam w sobie błahy, lecz mnie wydał się interesujący i pozostałem. Zdarzyło się bowiem, że wśród tych ludzi jedni byli zdania, iż wszyscy powinni ulegać obrzezaniu i nie powinni jeść tego, co zostało złożone w ofierze bogom pogańskim, inni zaś uważali, że takie rozgraniczenie jest zbyteczne, i że można nie stosować obrzezania i jeść wszystko. Zacząłem więc podpowiadać jednej i drugiej stronie, że ta różnica zdań jest różnicą o pierwszorzędnym znaczeniu, i że nie można ustąpić, ponieważ chodzi tu o rzecz ważną - o służenie Bogu. Ludzie uwierzyli mi, a ich kłótnie przybrały ostry charakter. Więc i ci i tamci zaczęli gniewać się na siebie wzajemnie, a wtedy ja zacząłem im podsuwać myśl, że cudami mogą dowieść prawdziwości swej nauki. Jakkolwiek było rzeczą oczywistą, że cuda prawdziwości nauki dowieść nie mogą, ludzie zapałali taką żądzą, aby mieć rację, że uwierzyli mi, ja zaś urządziłem im cuda. Z urządzeniem cudów trudności nie miałem. Ludzie wierzyli we wszystko, co potwierdzało ich chęć posiadania prawdy przez nich jedynie.
Jedni utrzymywali, że zstąpiły na nich ogniste języki, inni zapewniali, że widzieli samego zmarłego nauczyciela i wiele różnych rzeczy; imaginowali to, czego nie było i niepostrzeżenie kłamali nie gorzej od nas, w imię tego, który nas kłamcami nazywał. Jedni o drugich mówili: "Wasze cuda nie są prawdziwe", a tamci odpowiadali: "Nie, to wasze cuda są nieprawdziwe, a nasze prawdziwe".
Wszystko szło dobrze, ale obawiałem się, że ludzie mogą rozpoznać zbyt ewidentne oszustwo i wtedy wymyśliłem kościół. Kiedy uwierzyli w kościół, byłem już spokojny: zrozumiałem, żeśmy uratowani, a piekło odbudowane.

ROZDZIAŁ IV

Cóż to takiego "kościół"? - zapytał surowo Belzebub, nie chcąc wierzyć, że jego słudzy okazali się mądrzejsi od niego.
- Kościół to jest coś takiego, że gdy ludzie kłamią i czują, że im się nie wierzy, wtedy, powołując się na Boga, mówią: "Jak Boga kocham, prawdą jest to, co ja mówię"; to właściwie jest kościół, z tą tylko osobliwością, że ludzie, którzy uznali się za kościół, nabierają przekonania, że są nieomylni, i dlatego nie mogą się już potem wyrzec żadnego, choćby raz tylko wypowiedzianego głupstwa. Tworzy się zaś kościół w taki sposób: ludzie wmawiają w siebie i w innych, że nauczyciel ich, Bóg, po to, by objawione przez niego ludziom prawo nie zostało fałszywie wytłumaczone, wybrał szczególnych ludzi, i oni to jedynie, lub ci, na których przeleją tę władzę, mogą dokładnie tłumaczyć jego naukę. Ludzie więc, którzy nazywają siebie kościołem, twierdzą, że są w posiadaniu prawdy nie dlatego, że to, co głoszą jest prawdą, a dlatego, iż uważają siebie za jedynych prawowitych spadkobierców uczniów samego nauczyciela - Boga.
W manipulacji tej, podobnie jak w cudach, była pewna niedogodność, taka mianowicie, że ludzie jednocześnie
mogli utrzymywać każdy o sobie, że są członkami jedynego prawdziwego kościoła (działo się to zawsze). Nasza wygrana polegała jednak na tym, że skoro raz tylko ludzie powiedzieli: "My stanowimy kościół" i na tym zapewnieniu zbudowali naukę, wtedy nie mogli już zrzec się wypowiedzianych przez siebie słów, niezależnie od tego, jak wielkim byłyby głupstwem i cokolwiek mówiliby inni ludzie.
- Dlaczego jednak kościół przekręcił naukę na naszą korzyść? - zapytał Belzebub.
- Powód jest prosty - ciągnął dalej diabeł w pelerynce -ludzie ci uznawszy się za jedynych tłumaczy prawa boskiego i przekonawszy o tym innych ludzi, stali się tym samym panami ich losu i posiedli nad nimi władzę zwierzchnią. Posiadłszy zaś tę władzę, naturalnie urośli w pychę i w większości przypadków ulegli zepsuciu, wskutek czego wzniecili przeciwko sobie oburzenie i gniew ludzki. W celu pokonania swych wrogów, nie dysponując innym orężem niż przemocą, zaczęli prześladować, skazywać na śmierć i palić na stosie wszystkich, którzy ich władzy nie uznawali. W ten oto sposób samo przyjęte stanowisko zmuszało ich do przekręcania nauki tak, aby usprawiedliwiała ich złe życie i okrucieństwa, które stosowali wobec swych wrogów.

ROZDZIAŁ V

Nauka jednak była tak prosta i zrozumiała, że nie można było jej przekręcić - upierał się Belzebub, nadal nie mogący uwierzyć, że jego słudzy byli sprytniejsi od niego.
- "Postępuj wobec innych tak, jak byś chciał, aby postępowano wobec ciebie". W jaki sposób można to przekręcić?
- Stosując się do mych rad, posługiwano się w tym celu różnymi sposobami - kontynuował diabeł w pelerynce. -Ludzie opowiadają bajkę o tym, jak dobry czarodziej, ratując człowieka od złego czarodzieja, zamienił go w ziarnko kaszy jaglanej i jak zły czarodziej, przedzierzgnąwszy się w koguta, gotów był już zadziobać owo ziarnko, lecz dobry czarodziej wysypał na ziarnko całą ćwierć tychże ziaren. I zły czarodziej nie mógł już ani zjeść wszystkich ziaren, ani znaleźć tego, które zjeść zamierzał. To samo, idąc za mą radą, uczynili ci ludzie z nauką tego, który nauczał, że całe prawo polega na tym, aby drugiemu czynić to, co chciałbyś, aby i tobie czyniono: ogłosili, że świętym wykładem prawa boskiego jest 49 ksiąg i uznali każde słowo w nich zawarte za dzieło Boga - Ducha Świętego. Tak więc wysypali na prostą, zrozumiałą prawdę taką kupę rzekomo świętych prawd, że stało się niemożliwością przyjąć je wszystkie i znaleźć pośród nich tę, która ludziom jest potrzebna. Na tym polega pierwszy sposób. Drugi sposób, którego oni używali z dobrym skutkiem przez więcej niż tysiąc lat, polega na zabijaniu i paleniu wszystkich tych, którzy chcą głosić prawdę. Obecnie sposób ten wychodzi z użycia, lecz nie porzucają go całkowicie, bo chociaż już nie palą ludzi próbujących ujawnić prawdę, to jednak tak ich szkalują, tak zatruwają im życie, że tylko niewielu odważa się ich demaskować. Na tym polega drugi sposób. Trzeci zaś sposób polega na tym, że uznając się za kościół, a więc za nieomylnych, uczą, gdy im to jest potrzebne, rzeczy wprost sprzecznych z tym, co jest powiedziane w Piśmie: "Ale wy nie nazywajcie siebie rabbi; albowiem jeden jest nauczyciel wasz, a wy wszyscy jesteście bracia. I ojcem nie nazywajcie nikogo na ziemi; albowiem jeden jest ojciec wasz w niebiosach". Oni zaś mówią: "Myśmy ojcami, myśmy nauczycielami waszymi". Albo powiedziane jest: "Ale ty, gdy się będziesz modlić, wejdź do komórki swojej i zamknąwszy ją, módl się do ojca twego w ukryciu, a ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie". Oni zaś nauczają, że trzeba się modlić gromadnie, w świątyniach, przy dźwiękach muzyki i pieśni. Albo powiedziane jest w Piśmie: "A ja powiadam wam, abyście zgoła nie przysięgali", oni zaś nauczają, że trzeba przysięgać na bezwzględne posłuszeństwo władzom, nie bacząc na to, jakie mogłyby być żądania tych władz. Albo powiedziane jest: "Nie zabijaj", oni zaś nauczają, że zabijać można i trzeba na wojnie i z wyroku sądowego - zakończył diabeł w pelerynce, wywrócił ślepia i roześmiał się, rozwarłszy paszczę po same uszy.
- To bardzo dobrze - rzekł Belzebub i uśmiechnął się, a wszystkie diabły zawtórowały mu głośnym śmiechem.
- Czyż tak jak dawniej są jeszcze rozpustnicy, złodzieje, zabójcy? - zapytał już wesoło Belzebub.
Diabły, również rozweselone, zaczęły mówić wszystkie razem, chcąc wykazać się przed Belzebubem swoją sprawnością.
- Nie tak jak dawniej, lecz więcej niż dawniej - wrzeszczał jeden z nich.
- Rozpustnicy nie mieszczą się w dawnych oddziałach -piszczał drugi.
- Złodzieje dzisiejsi gorsi są od dawniejszych - huknął trzeci.
- Brak nam opału dla zabójców! - ryczał czwarty.
- Nie mówcie wszyscy razem, niech odpowiadają tylko ci, których zapytam - rzekł Belzebub. - Niech wystąpi ten, pod którego opieką jest nierząd i niech opowie, w jaki sposób radzi sobie z uczniami tego, który zabraniał zmieniać żony i mówił, iż nie należy patrzeć na kobietę z pożądliwością. Kto opiekuje się rozpustą?
- Ja - odpowiedział bury, przypominający kobietę diabeł z nalaną, oślinioną twarzą, z bezustannie żującym pyskiem i na pośladkach przyczołgał się do Belzebuba.
Diabeł ten wysunął się spośród innych, usiadł w kucki, przechylił głowę na bok, i machnąwszy ogonem zakończonym miotełką, głosem śpiewnym zaczął mówić:
- Robimy to według starego sposobu, przez ciebie, ojca naszego i władcę użytego jeszcze w raju, który to sposób oddał w naszą władzę cały rodzaj ludzki, - i według nowego sposobu kościelnego.
Tak więc przekonujemy ludzi, że prawdziwe małżeństwo polega nie na tym, na czym zasadza się ono w swej istocie - na współżyciu mężczyzny z kobietą - lecz na tym, żeby odziać się w najszykowniejszą nową odzież, pójść do wielkiego, przeznaczonego na ten cel gmachu, oświetlonego świecami, przystrojonego dywanami i kwiatami, następnie wobec ciekawej gawiedzi dokonać przysięgi w imię tego, który nauczał: "A ja wam powiadam, abyście zgoła nie przysięgali". Wmawiamy w ludzi, że tylko ta ceremonia jest właśnie małżeństwem prawdziwym, że po niej ludzie otrzymują specjalną łaskę Boga, dzięki której bez żadnego ze swej strony wysiłku nabywają zalety potrzebne do zgodnego pożycia i należytego wychowania dzieci - i że każdy stosunek kobiety z mężczyzną, pomimo tych warunków, jest zwykłą, do niczego nie zobowiązującą przyjemnostką lub zadośćuczynieniem potrzebie biologicznej, przeto ludzie nie krępując się, oddają się tej przyjemności, krzywoprzysięzców zaś manipulacja ta stwarza tylu, iż o ściganiu ich nikt nie myśli, gdyż zabrakłoby więzień dla skazanych za krzywoprzysięstwo.
Podobny do kobiety diabeł o nalanej twarzy, skłonił na bok głowę i zamilknął, jak gdyby w oczekiwaniu działania swych słów na Belzebuba.
Belzebub kiwnął głową na znak aprobaty, a podobny do kobiety diabeł ciągnął dalej: - Tymże sposobem, nie porzucając dawniejszego, użytego w raju sposobu "zakazanego dla ciekawości owocu" -wspomniał diabeł, niedwuznacznie próbując przypodobać się Belzebubowi - osiągamy najlepsze rezultaty. Wyobrażając sobie, że mogą zawrzeć uczciwy małżeński związek kościelny po wielu kontaktach miłosnych, mężczyźni zmieniają setki kobiet i tak przyzwyczajają się do rozpusty, że czynią to samo i po zawarciu małżeństwa. Jeśli zaś niektóre żądania związane z małżeństwem kościelnym wydadzą im się zbyt krępujące, to urządzają ceremonię po raz drugi, a pierwsza ceremonia zostaje uznana za nieważną.
Podobny do kobiety diabeł zamilkł, utarłszy końcem ogona ślinę wypełniającą mu usta, przechylił głowę na drugą stronę i wlepił milczący wzrok w twarz Belzebuba.

ROZDZIAŁ VI

Krótko i zwięźle: aprobuję - rzekł Belzebub. - Kto opiekuje się grabieżcami?
- We własnej osobie! - odpowiedział, wypełzawszy z tłumu, okazały diabeł z długimi, krzywymi nogami, z wąsami podkręconymi do góry i ogromnymi łapami, krzywo przystawionymi do tułowia.
Diabeł ten wysunąwszy się jak jego poprzednicy do przodu, wzorem ludzi wojskowych oburącz podkręcał wąsy i czekał na pytania.
- Ten, który zburzył piekło - rzekł Belzebub - uczył ludzi żyć jak ptaki niebieskie i rozkazywał dawać temu, który prosi, a temu, kto chce zabrać suknię, oddawać i płaszcz -i powiedział, że aby być zbawionym, trzeba rozdać majątek. W jaki sposób nakłaniacie do grabieży ludzi, którzy o tym słyszeli?
- Postępujemy tak samo, jak nasz ojciec i władca przy obiorze Saula na króla - odparł wąsaty diabeł, w uroczystym geście zarzucając łeb do tyłu. - Dokładnie tak, jak wtedy wmawiamy w ludzi, że zamiast przestać się wzajemnie okradać, powinni pozwolić się okradać jednemu człowiekowi, oddawszy mu całkowitą władzę nad sobą. I człowiek ów i jego pomocnicy i pomocnicy tych pomocników - wszyscy oni grabią naród nieustannie, spokojnie i bezpiecznie. Zazwyczaj zaprowadzają przy tym takie prawa i porządki, przy których mniejszość próżniacza może bezkarnie łupić pracującą większość. Jak więc widzisz, ojcze nasz i władco, sposób przez nas stosowany jest w gruncie rzeczy sposobem starym. Nowe w nim jest tylko to, że uczyniliśmy go bardziej ogólnym, zamaskowanym, rozpowszechnionym w czasie i przestrzeni i trwalszym. Bardziej ogólny jest przez to, że dawniej ludzie z własnej woli ulegali tym, których wybierali, teraz zaś niezależnie od swej woli ulegają nie tym, których wybierają, lecz komu popadnie. Bardziej tajnym sposób ten uczyniliśmy przez to, że teraz, dzięki wprowadzeniu podatków, zwłaszcza pośrednich, okradani swych grabieżców nie widzą, a często nawet nie domyślają się samego faktu grabieży. Bardziej rozpowszechnionym w przestrzeni sposób ten stał się przez to, że narody tak zwane chrześcijańskie, nie zadowalając się okradaniem swoich, grabią pod rozmaitymi dziwnymi pozorami, najczęściej zaś pod pozorem krzewienia chrześcijaństwa, te wszystkie obce narody, u których jest coś do zagrabienia. W czasie zaś sposób ten jest bardziej rozpowszechniony niż dawniej, dzięki wprowadzeniu pożyczek zaciąganych przez organa samorządu lokalnego i państwa, co powoduje, że nie tylko żyjące pokolenia, ale i te, które po nich nastąpią, mogą być okradane już teraz. Sposób ten bardziej trwałym uczyniliśmy poprzez to, że główni grabieżcy uważani są za osoby nietykalne, więc ludzie, lękając się surowych kar, nie odważą się na opór.
Pewnego razu w celach doświadczalnych sadzałem jedna za drugą najpodlejsze baby, głupie i nieoświecone i nie mające żadnych praw według panujących u nich przepisów, ostatnią zaś posadziłem nie tylko rozpustnicę, lecz i zbrodniarkę, która zamordowała swego męża i prawego następcę tronu. I ludzie nie wyrwali jej nozdrzy i nie siekli jej batem, jak to zazwyczaj robili z zabójczyniami, lecz przez wiele lat niewolniczo ulegali jej samej i jej kochankom, których miała bez liku, pozwalając im pozbawiać ludzi nie tylko majątku, lecz i wolności osobistej.
Tak więc w obecnych czasach jawne złodziejstwa, takie jak odebranie przemocą wózka z pieniędzmi, konia, odzieży, stanowią zaledwie jedną milionową wszystkich tych grabieży prawnych, popełnianych na co dzień przez ludzi mających odpowiednie możliwości. Obecnie, utajona, bezkarna grabież i w ogóle pogotowie złodziejskie zorganizowane jest wśród ludzi do tego stopnia, że stało się to głównym celem i przedmiotem gorących pożądań prawie wszystkich i maskowane jest tylko przez walkę złodziei między sobą.

ROZDZIAŁ VII

No cóż, bardzo dobrze - rzekł Belzebub. - A zabójstwa? Kto opiekuje się zabójstwami?
- Ja! - odpowiedział, występując z tłumu czerwony jak krew diabeł z kłami sterczącymi z pyska, ostrymi rogami i zadartym do góry nieruchomym ogonem.
- W jaki sposób zmuszasz do zabójstw uczniów tego, który nauczał: "Nie odpowiadaj złem na zło, kochaj nieprzyjaciół swoich"? W jaki sposób robisz zabójców z tych ludzi?
- Robimy to według starego sposobu - odparł czerwony diabeł ogłuszającym, bełkotliwym głosem - wzniecając w ludziach chęć zysku, warcholstwo, nienawiść, mściwość, pychę; stosujemy również starą metodę, gdy wmawiamy w nauczycieli, że najlepszy sposób oduczenia ludzi od zabójstw polega na tym, żeby sami nauczyciele zabijali tych, którzy popełnili zabójstwo. Sposób ten nie tyle daje nam gotowych już zabójców, ile przygotowuje ich dla nas. Większą zaś ich liczbę dają nam nowe nauki: o nieomylności kościoła, o małżeństwie chrześcijańskim oraz o równości chrześcijańskiej. Nauka o nieomylności kościoła dawała nam dawnymi czasy największą liczbę zabójców. Ludzie, którzy uznali się za członków nieomylnego kościoła, nabrali przekonania, że zbrodnią byłoby pozwolić fałszywym wykładcom nauki gorszyć ludzi, więc ich zabijanie jest sprawą miłą Bogu. W taki sposób zabijano całe wioski i skazywano na śmierć setki tysięcy ludzi. Śmieszne wydaje się to, że ci, którzy skazywali na śmierć i palili ludzi zaczynających rozumieć prawdziwą naukę, uważali tych najniebezpieczniejszych dla nas ludzi za nasze sługi, tzn. sługi diabłów. Ci zaś, którzy zabijali i palili na stosach i rzeczywiście byli naszymi sługami, uważali się za świętych wykonawców woli Boga. Tak było w dawnych czasach; w naszych czasach wielką liczbę zabójców stwarza nauka o małżeństwie chrześcijańskim i o równości.
Nauka o małżeństwie daje nam przede wszystkim zabójstwa wzajemne małżonków, następnie dzieciobójstwa popełniane przez matki. Mężowie i żony zabijają się wzajemnie, gdy niektóre żądania prawa i zwyczaju małżeństwa kościelnego wydają im się zbyt krępujące. Matki zaś zabijają dzieci wtedy, gdy związki, z których dzieci powstały, nie są uważane za małżeństwa. Takie zabójstwa popełniane są stale. Zabójstwa wywołane przez chrześcijańską naukę o równości dokonywane są periodycznie, ale za to bardzo masowo. Według nauki tej wmawia się w ludzi, że są równi wobec prawa. Ludzie ograbieni czują jednak, że to nieprawda. Widzą, że nie ma równości, gdyż grabieżcy mogą grabić bez przeszkód, a im nie wolno, więc buntują się i napadają na swych grabieżców. Wtedy to zaczynają się morderstwa wzajemne, które dostarczają nam niekiedy dziesiątek tysięcy morderców jednocześnie.

ROZDZIAŁ VIII

A zabójstwa na wojnie? W jaki sposób doprowadzacie do nich uczniów tego, który uznał ludzi za synów jednego ojca i kazał kochać nieprzyjaciół? - zapytał Belzebub.
Czerwony diabeł wyszczerzył zęby, wypuścił z pyska strumień ognia i dymu, i uderzył się radośnie po plecach grubym ogonem.
- Wmawiamy w każdy naród, że jest narodem najlepszym na świecie: "Deutschland uber alles", Francja, Anglia, Rosja "uber alles", i że naród ten powinien panować nad wszystkimi innymi narodami, ponieważ zaś we wszystkie narody wmawiamy to samo, więc węsząc ciągle niebezpieczeństwo ze strony sąsiadów, narody szykują się stale do obrony i pałają do siebie nienawiścią. Im bardziej zaś szykuje się do obrony jedna strona i z tego powodu pała nienawiścią do sąsiadów, tym bardziej szykują się do obrony wszystkie pozostałe narody, pałając do siebie wzajemną nienawiścią. Tak oto wszyscy ludzie, po przyjęciu nauki tego, który nazywał nas zbójcami, stale zajęci są przygotowaniem się do zabijania i zabijaniem.

ROZDZIAŁ IX

Tak, to bardzo dowcipne - rzekł Belzebub po długim milczeniu. - Ale dlaczego ludzie uczeni, zabezpieczeni przed oszustwem, nie spostrzegli tego, że kościół sfałszował naukę i nie przywrócili jej pierwotnego znaczenia?
- Uczeni nie mogą tego uczynić - odpowiedział pewnym tonem, przesuwając się do przodu, matowoczarny diabeł w doktorskiej todze, z płaskim, spadzistym czołem, z kończynami o zanikłych mięśniach i odstającymi, długimi uszami.
- Dlaczego?! - zapytał surowo Belzebub niezadowolony z pewnego siebie tonu wypowiedzi diabła w todze.
Nie pesząc się wykrzyknikiem Belzebuba, diabeł w todze siadł z wolna, spokojnie i nie w kucki jak inni, lecz na wzór wschodni - skrzyżowawszy nogi o mięśniach w zamku. Potem zaczął mówić bez zająknięcia się, cichym, miarowym głosem:
- Nie mogą tego zrobić dlatego, że ja stale odwracam ich uwagę od tego, co mogą i powinni wiedzieć i kieruję ją na to, co nie jest im potrzebne i czego nigdy tak naprawdę nie zdołają poznać.
- W jaki sposób to robisz?
- Sposoby są różne, odpowiednio do czasu - odparł diabeł w todze. Dawniej wmawiałem w ludzi, że najważniejszą dla nich rzeczą jest znać szczegóły stosunku wzajemnego pomiędzy osobami Trójcy, szczegóły na temat pochodzenia Chrystusa, jego pierwiastka boskiego i ludzkiego, właściwości Boga itp.. Ludzie uczeni wiele i rozwlekle dyskutowali o tym, kłócili się i gniewali na siebie. A te dysputy tak ich absorbowały, że wcale nie myśleli o tym, jak mają żyć, więc nie odczuwali też potrzeby wiedzieć, co ich nauczyciel mówił o życiu.
Potem, gdy już tak zaplątali się w roztrząsaniach, że sami przestali rozumieć, co mówią, ja wmówiłem w jednych, że najważniejszą dla nich sprawą jest zbadać i wyjaśnić wszystko, co napisał człowiek imieniem Arystoteles, który żył tysiąc lat temu w Grecji, w innych zaś wmawiałem, że najważniejsze to znaleźć kamień, za pomocą którego można wytworzyć złoto i taki eliksir, który leczyłby wszystkie choroby, a ludzi czynił nieśmiertelnymi. I najmędrsi i najbardziej uczeni pośród ludzi skierowali na te sprawy wszystkie swoje siły umysłowe.
Tym zaś, których to nie interesowało, wmówiłem, że najważniejszą sprawą jest wiedzieć, czy Ziemia obraca się wokół Słońca, czy też Słońce naokoło Ziemi, a gdy przekonali się, że obraca się Ziemia, a nie Słońce i obliczyli, ile milionów mil jest od Słońca do Ziemi, ucieszyli się wielce i od tamtego czasu z jeszcze większą gorliwością badają odległość od gwiazd i nie mogą się nadziwić, że liczba gwiazd jest nieskończona, choć wiadomość ta jest im zgoła zbyteczna. Oprócz tego, wmówiłem im jeszcze i to, że koniecznie powinni wiedzieć, w jaki sposób powstały wszystkie zwierzęta, wszystkie robaczki, wszystkie rośliny i wszystkie nieskończenie drobne żyjątka. Chociaż i te wiadomości nie są im wcale potrzebne i choć jest zupełnie jasne, że nie będą w stanie poznać tych wszystkich szczegółów, gdyż różnorodność życia jest nieskończona, to jednak na te i podobne badania zjawisk świata materii ludzie kierują wszystkie swe zasoby umysłowe i bardzo się dziwią, że im więcej poznają rzeczy, których znajomość nie jest im pilnie potrzebna, tym więcej wyłania się rzeczy jeszcze nie poznanych.
I chociaż jest oczywiste, że w miarę rozwoju tych badań, obszar tego, co pozostaje do zbadania, rozszerza się, a przedmioty badania stają się coraz bardziej zawiłe i same zdobywane wiadomości znajdują coraz mniej zastosowania w życiu, to jednak okoliczność ta wcale nie zbija ich z tropu i ludzie ci, przekonani w zupełności o wadze swych badań badają, głoszą, piszą i drukują, tłumaczą z jednego języka na drugi wyniki swych w większości do niczego niezdatnych badań i roztrząsań, a jeżeli i czasami zdatnych, to tylko na pociechę bogatej mniejszości lub na pogorszenie położenia większości niezamożnej.
Po to zaś, aby już nigdy nie domyślili się, że jedyną ich rzeczywistą potrzebą jest ugruntowanie praw życiowych, wskazanych w nauce Chrystusa, wmawiam w nich, że nie mogą znać praw życia duchowego i że każda nauka religijna, nie wyłączając nauki Chrystusa, jest to stek błędów i zabobonów, i że wiedzę o tym, jak trzeba żyć zdobyć mogą dzięki nauce zwanej socjologią, polegającej na badaniu tego, w jak zły sposób ludzie żyli dawniej. Tak więc zamiast starać się żyć lepiej według nauki Chrystusa, myślą, że wystarczy zbadać życie dawnych ludzi, wyprowadzić z tych badań ogólne prawa życiowe i by żyć lepiej, stosować się tylko do tych wymyślonych praw.
Po to zaś, aby jeszcze bardziej utwierdzić ich w błędzie, wmawiam w nich, że istnieje pewien system wiedzy zwany nauką i że założenia tej nauki są niepodważalne.
Skoro zaś ci, którzy uważani są za działaczy nauki, nabiorą przekonania o swej nieomylności, wówczas ogłaszają jako niewątpliwe prawdy, różne zbyteczne i często oczywiste głupstwa, których wyrzec się już nie mogą, gdy raz je wygłosili.
Na tej oto podstawie twierdzę, że dopóki będę wmawiał w nich cześć i służebność wobec nauki, którą dla nich wymyśliłem, nigdy nie zrozumieją tej nauki, która o włos nie doprowadziła nas do zguby.

ROZDZIAŁ X

Bardzo dobrze! Dziękuję - rzekł Belzebub i twarz jego rozjaśniła się.
- Zasłużyliście na nagrodę i wynagrodzę was według zasług.
- A o nas panie zapomniałeś! - krzyknęła wielkim głosem zgraja diabłów różnokolorowych, małych, dużych, grubych, chudych i o krzywych nogach.
- A jakaż wasza profesja? - zapytał Belzebub.
- Ja jestem diabłem ulepszeń technicznych!
- Ja - podziału pracy!
- Ja - dróg i komunikacji!
- Ja - sztuki drukarskiej!
- Ja - sztuk pięknych!
- Ja - medycyny!
- Ja - kultury!
- Ja - wychowania!
- Ja - poprawy ludzi!
- Ja - odurzania się!
- Ja - filantropii!
- Ja - socjalizmu!
- Ja - feminizmu! - przekrzykiwały się wzajemnie, cisnąc się przed oblicze Belzebuba.
- Mówcie pojedynczo i nierozwlekle! - krzyknął Belzebub - Czym ty się zajmujesz? - zwrócił się najpierw do diabła ulepszeń technicznych.
- Wmawiam w ludzi, że im więcej rzeczy będą wytwarzać i im szybciej będą to robić, tym będą szczęśliwsi. I ludzie marnując życie na produkowanie rzeczy, wytwarzają ich coraz więcej, nie bacząc na to, że rzeczy te ani nie są potrzebne zmuszającym do ich produkowania, ani dostępne dla tych, którzy je produkują.
- Dobrze! A ty? - zapytał Belzebub diabła podziału pracy.
- Ja wmawiam w ludzi, że skoro przedmioty wytwarzać można szybciej za pomocą maszyn niż ręcznie, więc trzeba ludzi przekształcić w maszyny; i to właśnie się robi, a ludzie przekształceni w maszyny, nienawidzą tych, którzy to z nimi zrobili.
-I to dobrze! Jak u ciebie? - rzekł Belzebub, zwracając się do diabła dróg i komunikacji.
- Ja wmawiam w ludzi, że zachodzi potrzeba możliwie najszybszego przemieszczania się z miejsca na miejsce. I ludzie, zamiast ulepszać swe życie każdy na swoim miejscu, spędzają większą jego część w przejazdach. Są bardzo dumni z tego, że w ciągu godziny mogą przejechać 50 wiorst i więcej.
Belzebub pochwalił i tego diabła. Wysunął się z tłumu diabeł sztuki drukarskiej. Jego praca, jak objaśnił, polega na tym, aby jak największej liczbie ludzi zakomunikować wszystkie te paskudztwa i głupstwa, które dzieją się i piszą na świecie. Diabeł sztuk pięknych objaśnił, że pod pozorem pocieszenia i wzbudzenia u ludzi wzniosłych uczuć, pobłaża ich nałogom, przedstawiając je w ponętnej i atrakcyjnej postaci. Diabeł medycyny wyjaśnił, że wmawia w ludzi, iż najważniejszą dla nich sprawą jest troska o ciało; ponieważ zaś troska o ciało nie ma końca, więc ludzie troszczący się o swe ciało z pomocą medycyny, zapominają nie tylko o życiu innych ludzi, ale i o swoim własnym.Diabeł od kultury opisał jak wmawia w ludzi, że korzystanie z tych wszystkich przedmiotów, którymi opiekują się diabły ulepszeń technicznych, podziału pracy, dróg i komunikacji, sztuki drukarskiej, sztuk pięknych, medycyny - stanowi coś w rodzaju cnoty, i że człowiek korzystający z tego wszystkiego może być zupełnie zadowolony z siebie i nie musi starać się być lepszym. Diabeł wychowania wyjaśnił jak to wmawia w ludzi, że mogą, żyjąc źle i nawet nie wiedząc na czym polega istota dobrego życia, uczyć dzieci dobrego życia. Diabeł poprawy ludzi opowiedział, jak przekonuje ludzi, że mogą poprawiać innych, nie wyzbywając się uprzednio swych złych przyzwyczajeń. Diabeł odurzania się chwalił się, że naucza ludzi, iż wygodniej jest szukać zapomnienia przez odurzanie się winem, opium, morfiną, tytoniem, niż uwolnić się od cierpień spowodowanych złym życiem przez poprawę tego życia. Diabeł filantropii powiedział, że wmawia ludziom, iż są dobroczynni, grabiąc na pudy i oddając ograbionym na łuty. Dzięki temu nie odczuwają potrzeby doskonalenia się, stają się niedostępni dla dobra. Diabeł socjalizmu chwalił się, że w imię najdoskonalszej organizacji społeczeństwa ludzkiego, wznieca nienawiść klasową.
Diabeł feminizmu dodał, że dla jeszcze większego udoskonalenia organizacji życia, oprócz nienawiści klasowej, wznieca jeszcze nienawiść pomiędzy ludźmi odmiennej płci.
- Jestem komfort!
- A ja moda!
- wrzeszczały jeszcze inne diabły, pełznąc ku Belzebubowi.
- Czy myślicie, żem stary i głupi i nie rozumiem, że wszystko, co mogłoby być dla nas szkodliwe, staje się pożyteczne, gdy nauka o życiu jest błędna - wykrzyknął Belzebub i głośno roześmiał się.
- Dosyć! Dziękuję wszystkim! - i zatrzepotawszy skrzydłami, wstał. Diabły otoczyły go kołem. Na jednym końcu łańcucha był diabeł w pelerynce, na drugim diabeł w todze. Obaj podali sobie łapy i koło zostało zamknięte. Diabły śmiejąc się, krzycząc, gwiżdżąc i wymachując nogami, rozpoczęły taniec wokół Belzebuba. Ten zaś rozpostarłszy skrzydła zatańczył pośrodku. W górze słychać było krzyk, płacz i zgrzytanie zębów.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Konwersja VB.NET do C#

Trochę się natrudziłem, żeby zlokalizować link z softem do konwersji.

Oto on:
http://www.filecrop.com/VB.Net-to-C-Converter-2.26.html

Zachęcam jednak do zakupu, oryginalnego oprogramowania tutaj:
http://vbconversions.net/

piątek, 5 lutego 2010

Podpisywanie zdjęć

Poszukiwałem programu do podpisywania zdjęć, i jakoś zniechęciły mnie wszystkie kombajny, które dają mnóstwo dodatków i działają 14 dni, bo potem trzeba płacić.

Zakładam, że istnieje jakiś darmowy program, ale ja się do niego nie dokopałem.

Postanowiłem więc wieczorem , napisać mały kawałek kodu , który podpisze mi zdjęcia.

Tutaj można go pobrać



Pobieramy programik, zapisujemy go w folderze gdzie mamy zdjecia, uruchamiamy go, pyta nas jaką etykietą ma podpisac zdjęcia, wpisujemy np "Copyright © 2010 - Paweł Mucha" i dajemy ENTER. Program podpisze WSZYSTKIE zdjęcia, które znajdują się w folderze i zapisze je pod tą samą nazwą pliku poprzedzoną znakiem _

Finito

Jak go troche podkręce i dodam wizualną wersję, dam info na blogu.

Efekt działania poniżej:

chwila, której można pozazdrościć



Więcej zdjęć Autorki pod adresem:

http://www.flickr.com/photos/kasica_b/

http://kasicaa.digart.pl/digarty/

czwartek, 4 lutego 2010

Wszystko zaczyna się od myśli

kiedy wróce pamięcią lata wstecz , tam nie było mnie tego , którym jestem , jestem teraz, nie znałem tych ludzi, którzy dziś są, tutaj , obok mnie.
Pojęcia nie miałem, przed jakimi problemami stane, bo gdybym miał nie były by problemami.




Kiedy patrze wstecz nie raz się wstydze, tego co zrobiłem, i czuje, że chciałbym się tam wrócić, podjąć inna decyzje, ale gdybym to zrobił , dziś nie byłbym kim jestem.

Każdy błąd jest jak kropla farby na obrazie, każda dobra decyzja jest jak kolejna kropla farby. My sami jesteśmy pędzlem, to my dzięki temu co pamiętamy co przeżyliśmy malujemy tymi kroplomami farby nasz obraz. Zilone krople mojego wstydu sprzed lat, dziś posłużą jako podkład do wizerunku nowej chwili, którą wypełnie jak należy, która da mi pozytywne wspomnienie.

wstecz cofnąć się nie można, ale czy nie jest pięknie mieć świadomość, że już wróciliśmy z przyszłości ? Tak, bo to właśnie dzięki, przemyśleniom, dzięki obserwacji samego siebie, świata wkoło dostrzegamy dziś to co być może byśmy dostrzegli za czas długi. Kiedy damy sobie czas, wytchnienie, by nabrać dystansu do nas, do naszego własnego obrazu wtedy mamy możliwość wyprzedzenie czasu, narysowania swojej drogi z wyprzedzeniem, zaplanowania i zrealizowania wszystkiego o czym marzymy, bo wszystko zaczyna się w nas, zaczyna się od myśli.


Do tego naszego obrazu niestety dochodzą krytycy, krytycy są w koło, są wszędzie, to oni mówią, obraz powinien być bardziej jaskrawy, inni mówią, że ma być o miłościjeszcze inni, że ma być o bogactwie. I tak to czasem wychodzi... Lecz jeśli uda się obraz uratować od tych wszystkich krytyków, jeśli uda nam się z sali ich wyprosić i pozostawić jedynie ludzi, którzy pragną wnieść coś dobrego do obrazu , a nie namalować w nim swoje marzenia to jest duża szansa, że szczęści już idzie w naszym kierunku.


Odciąć się od tego całego szeptu dobiegającego z każdej strony, z wielkich wzniosłych budowli przypieczętowanych postaciami uznanych autorytetów, zatkać uczy na krzyki tych którzy tak skupiali się na sobie całe życie, że zapomnieli po co życie jest i teraz w godzinie ich samotności chcą przelać swoje niespełnione marzenia na nasz obraz. Odciąć się od słów , które wszędzie latają, mówią nam o szczęściu o miłości, o tym co jest smaczne, co dobre, co kochane a zo złe. Odetnijmy się od tego, a obraz zacznie nabierać własnego życia.


Kończąc ten wątek myśłi, chce zauważyć, że można wejść do ikei kupić najbardziej szmatławy obraz, kupić rozpuszczalnik, wymazać cały ten syf, i namalować swój własny obraz. Zajmie nam to troche czasu, nawet sporo, ale nalezy pamiętać, że nie ma takiej rzeczy, której nie można w sobie zmienić, wszystko jest tym co myślimy, niczym wiecej i tylko tym.

Transsiberian

Fajna bajeczka, piękne widoczki i ostra krytyka w kierunku polskich pasażerów !

Martyrs

Każdy film ogląda się w jakiś celu, żeby poprawić sobie humor, żeby się wystraszyć, czasem po ty aby się zastanowić. Martyrs można zobaczyć jeśli człowiek ma ochote poczuć obrzydzenie, bo ja poczułem obrzydzenie po zobaczeniu tego filmu. Ten film zostawia też pytanie , co jeśli są takie sceny gdzieś na ziemi, a może nawet nie pyta "czy" ale "gdzie". Poziom okrucieństwa jaki w nim widać, sprawia, że człowiek myśli jak głeboko może zostać zniszczony psychicznie w środku.

To co się tam dzieje przypomina mi historie, a jaką to niech zainteresowani sami sobie odpowiedzą na pytanie. Podpowiem tylko , że w tym przypadku wąsaty pan zamieniony jest na panią w okularach...


środa, 3 lutego 2010

Zapowiedź

"Burza magnetyczna – nagłe i intensywne zaburzenia pola magnetycznego Ziemi (magnetosfery). Zaburzenia te są związane ze słonecznymi koronalnymi wyrzutami masy i burzami słonecznymi, które wywołują gwałtowne zmiany natężenia wiatru słonecznego, a te docierają do magnetosfery "

http://pl.wikipedia.org/wiki/Burza_magnetyczna


"Między 28 sierpnia a 2 września 1859 obserwowano liczne plamy na Słońcu. Tuż po jedenastej 1 września, amerykański amator Richard Carrington zaobserwował rozbłysk[1], który, jak wiadomo z badań współczesnych, powinien wówczas utworzyć koronalny wyrzut masy (CME). Obłok dotarł do Ziemi po 18 godzinach, gdy zazwyczaj czas ten wynosi 3–4 dni."

http://pl.wikipedia.org/wiki/Burza_magnetyczna_roku_1859



"Od 50 lat 2008 r. był rokiem najczystszego Słońca: w ciągu 266 dni nie zaobserwowano wtedy ani jednej plamy, a w pierwszym półroczu bieżącego roku pokazało się ich jeszcze mniej. Jak dotąd, w całym cyklu 23 (do 29 lipca 2009 r.) było już 671 dni bez plam. Średnio w okresach minimum cyklu słonecznego jest 485 takich dni."

http://www.polityka.pl/nauka/298904,1,te-plamy-nas-wykoncza.read



I wizja przestawiona w filmie

poniedziałek, 1 lutego 2010

Wendowy wypad na górke obok miasta...

A tak na poważnie, to film prezentuje zdjęcia (które swoją drogą doskonale ukazują, że nie sprzęt jakim robisz zdjęcia daje efekt) Piotrka z jego wyprawy.


...a co Ty robiłeś w czasie kiedy powstawały zdjęcia ?

western_tibet + karakoram from pedalrevolution on Vimeo.