niedziela, 21 października 2007

Szata pamieci

Kasi z Konina
wzeszlo slonce na mym kawalku ziemi
stalem w cieniu, w kroplach deszczu
i oto promien, moj dzien jest dniem
juz zapomnialem ze jest swiatlo
czyste mysle i slowa, sa wszedzie
jestes w mojej pamieci, tam Cie zachowam
od dzis jestes ptakiem, lec i zyj
juz zadna ma mysl nie zatrzyma Cie
niech Twoje niebo, niebem bedzie
Twoj oddech porannym powiewem
zycie miloscia w radosci
a Ty Kasiu, lec ku swemu szczesciu
zlamane serce, jak czajnik zlepione
kazdego dnia cieplo mi daje
juz jest dobrze, juz znow zyje
dzis spadla moja szata pamieci
wiem znow gdzie i po co ide
nasze drogi zlaczone bym ozyl
upadlem przy Tobie byc dzis byc
bolalo bardzo, bolalo, dziekuje
dziekuje Ci zycie

piątek, 5 października 2007

trzymam Cie wciąż za ręke w moim śnie...

Kasi z Konina
Gdybym umial krzyczec, zabilbym cisze
Majac nogi popedzilbym przed siebie
Otwarte oczy, pragne ich noca
Kiedy dzien wzejdzie ? Czy zyje jeszcze ?
Panie Boze, to jest ciaganie za koniem
Jak zginac moge kiedy ten kon sie tak wlecze ?
Mam smierc w kieszeni, ale Ty zycie dajesz i...
I te samotne wieczory na kabackiej lawce, zapamietam je
kiedy siadam na ulubionej desce jednej z nich
Patrze w las, za plecami wielkie miasto, i Ona
Ona jest tutaj, mieszka obok z nim
Wierze ze jest szczesliwa, znowu o to prosze
Nie da sie zyc, bez celu, bez milosci
W samotnosci mozesz byc magikiem i oszukac siebie
Lecz ja zamykam oczy i wracam tam gdzie umarlem
i pedze do niej, gdy czekala na mnie w domu