niedziela, 21 maja 2017

nicość jest blisko

Niby tak daleko, tak już długo, a jednak kiedy się zatrzymasz jesteś w tym samym miejscu. Prawa dłoń to ta sama którą ściskał ojciec, oczy te same które widziały babcie. Ta sama głowa którą rozbiłem za domem dziadka. Ten sam palec pogryziony prze psa, blizna na nim jak była tak jest. Jest dużo blizn. Czasem nocą lece na Marsa. Gasze silnik i patrze czy już śpisz. Ile jeszcze osób zostanie jedynie blizną na kawałku mojego ciała ?

Nie posunąłem się jako człowiek nawet o krok. Raczej się cofnąłem, odnalazłem jedynie uszkodzenia w sobie. Zdążyłem zapomnieć co czytałem, co widziałem i kim byłem. Przestałem być sobą. Stałem się procedurą lotniczą. Startuje, skręcam, wydaje komunikaty, mijam burze, huragany i cyklony po czym z potem na czole ląduje. Kłade się spać i rano znowu lecem ponad wszystkim. Zegarek pokazuje godziny raz szybciej raz wolniej. Przestał mieć znaczenie.


środa, 1 lutego 2017

policz sobie

policz sobie ile dni ma tydzień
pomyśl ile w torbie z makiem jest ziarenek
tych tygodni jest z pięćdziesiąt kilka
później znowu kilka razy błednie zapisujesz date
wejdź do sklepu kreślarskiego i wybierz palete kolorowych kredek
ile ich jest w pudełku ?
pierwsze dwadzieścia takie piękne , kolorowe
sam sentyment
strugasz kolejne, chcesz coś narysować
nim się opamiętasz zostaną już tylko te szare
usilnie próbując łamiesz kolejne


gdzie wszyscy jesteście ?
gdzie są ludzie których mam przed oczami ?


ostatnie kredki w ręku
dzwoni telefon, uśmiechnięty Dziadek mówi "Cześć kochanie"
jak przed koszmarem

dziś nie powstało ze wschodem słońca
dziś to tak lub nie wobec tego co mogłem i czego nie mogłem, dawno temu
dziś to wypowiedziane nie kiedy łatwe było tak
jutro to nie jest dzisiejsze tak
jutro to dzień kiedy można powiedzieć coś na temat ostatnich kredek
tych które jeszcze pozostały

NIE
nie zgadzam się na poddanie się
chce zobaczyć kolory ostatnich kredek
mówie NIE
i czekam na ostatnie kreski
czekam czując powoli o czym mówili wszyscy których już nie ma
jesteś
NIE
nie jesteś

piątek, 16 grudnia 2016

Zapragnąłem już nie pamiętać.

Zdjąłem z nosa okulary. Położyłem je obok rozgrzanego laptopa. Zegarek obok wskazuje kwadrans do trzeciej rano. Podrapałem się po głowie poczym przetarłem zmęczone białym blaskiem monitora oczy. Wstałem i podszedłem do okna. Wśród ośmiu pasów jezdni jakie widze, przesuwała się wolno tylko jedna mała ciężarówka z pomarańczowym migającym światłem na dachu. Ciężko wypuściłem powietrze z płuc. Podszedłem do wieszaka , zdjąłem czarną kurtkę, założyłem buty. Dźwięk windy w ciszy był wyraźnym zaporszeniem do konkursu z nagordami. Czułem , że moge wygrać. chciałbym coś wygrać.

Po trzydziestu minutach zaparkowałem auto na parkingu pod lasem. Założyłem latarke na czoło, przyświeciłem na swoje dłonie ubrane w rękawiczki bez palców. Wyciszyłem telefon, kompletnie. Zabrałem butelke wody i ruszyłem przed siebie. Nocą w lesie jest zupełnie inaczej niż za dnia. To już nie jest spacer przez las, ale spacer przes swój własny umysł. Nie wiele widzisz poza światłem latarki, maz przed sobą jasny punkt i za nim podążasz. Spojżałem na zegarek, była 3:30. Kilkadziesiąt metrów przede mną błyskało światło. Bardzo małe. Zatrzymałem się jakies dziesięć metrów od niego. Po mojej prawej stronie była ławka. Tutaj chciałem dojść. Usiadłem. ZNowu ciężko wypuściłem powietrze. Patrzyłem na jasno świecące światło. Miało kolor pomarańczowy. Stało w bezruchu. W lesie panowała cisza. Na niebie nie było księżyc więc kiedy zgasiłem latarke czułem przestrzeń ciemności. 

Siedziałem piętnaście może dwadzieścia minut. Wszystkie głosy w głowie odchodziły w dal, mgła myśli zaczynała opadać , a ja zaczynałem widzieć co czuje. Siedziałem i czułem coś co czuje się kiedy idzie się na spokanie o prace, albo kiedy siedzi się na fotelu u dentysty. Taki dziwny ból w brzuchu. Obawiałem się tego spotkania. Długo na nie czekałem. Bardzo długo. Pozwoliłem tym dziwnym uczuciom odejść skupiajac się na tym, że to jest ten momet, ta chwila na którą długo czekałem. Nie musiałem patrzeć na zegarek , wiedziałem że to już czas.

- A jednak jesteś - usłyszałem głos tuż przed sobą.

Było ciemno, wszystko było czarne, ale to nie miało znaczenia. Ten głos rozpoznałbym wszędzie. Wtedy mój brzuch przestał mnie już wiercić, to uczucie znikło. Czas mi chyba troche zwolnił bo sam nie byłem pewien czy mi się to śni, czy może nie. Wiedziałem , że zawsze takie pytanie zadaje sobie człowiek kiedy staje w sytuacji bardzo nieprawdopodobnej. 

- Tak - odpowiedziałem bardzo wolno ze spokojem jaki mi już dawno nie towarzyszł
- Czy zdajesz sobie sprawę, że mamy tylko chwile czasu na rozmowe ? - kiedy mnie pytał jego głos był przejęty, zmartiowny, prawie płakał.  - Za chwile będziesz musiał ponieść konsekwencje tego co zrobiłeś - i tutaj zapłakał. 

W tym jednym momencie kiedy usłyszałem jego złamany głos odczułem uczucie które zazwyczaj towarzyszyło mi kiedy uzmysławiałem sobie, że zrobiłem coś złego, taki wsty pomięszany z żalem i świadomością , że nie da się tego cofnąć. Płakał. Pociągał nosem i płakał. 

- Nie wiem. Nie wiem , jakie będa konsekwencje, ale jestem przekonany, że to nie ma znaczenia. Tak jak wszystko co już było. Tak jak śmierć, otwierasz drzwi wcyhodzisz z domu i płaczą za Tobą bo wtedy wszyscy myślą , że już Cie nie zobaczą. Płaczą bo im trudno zaakcpetować to co przez chwile widzą, to, że to nie ma sensu. - już nie myślałem, co mówie, ogarneły mnie emocje. Czułem lęk, bo wiedziałem, że zamknąłem drzwi za sobą , a klucze zostały w środku. 

- Przestań! Gdyby to nie miało sensu to mnie by tu nie było Czy to do Ciebie jeszcze nie dociera ? Czekałem tu na Ciebie! Czekałem tu tyle razy, abyś przyszedł! Abyś usiadł i porozmawiał ze mną! - płakał coraz bardziej, nigdy nie słyszałem, żeby płakał, no może nie aż tak. Kiedyś widziałem jak raz upadł i płakał kiedy dowiedział się, że jest bardzo chory. 

- Przyzedłem tu by Cie spotkać. Choćby na tą chwilę. Bo przecież już wszystko minęło. Zabawne jest siedzieć w lesie i patrzeć na lampke która płonie dla Ciebie. Kiedy wychodziłem z domu moja córka spała w łóżeczku. Kiedy kończe to mówić, ona pewnie kończy 80 urodziny. To lampka od niej, ostatnia lampka którą ktoś zapalił i mnie wspomniał. 

- Po co to zrobiłeś ? Po co ? - krzyczał. - Nigdy do Ciebie nie dotarło jak bardzo Cie kochałem ? Nie zastanawiało Cie nigdy dlaczego to wszystko się stało ? Dlaczego uwierzyłeś w to że coś widzisz ? Że coś rozumiesz ? Dlaczego ? - zrobiło mi się zimno, bardzo zimno. On krzyczał w emocjach miłości i troski. Jak ktoś kto by za Ciebie oddal życie. Jak ktoś kto bardzo cierpiał z powodu tego co zrobiłeś. 

- Zrobiłem to bo to byl jedyny sposób aby być w zgodzie z sobą samym. Czując żal do siebie samego, niezrozumieme tego co się stało i tęskniąc za wszystkim co było, a było niezrozumiane przezemnie chciałem Cie jeszcze raz spotkać i powiedzieć, że wtedy nie umiałem Ci pomóc choć byłem gotów oddać Ci własne życie. Każdego dnia przez reszte życia widziałem jak leżysz i patrzysz na mnie nie mogąc nic powiedzieć, a ja nie umiałem Ci pomóc. i Zadawałem sobie to pytanie w głowie jak manter - Co chciałeś powiedzieć?  Doszedłem do wniosku, że skoro życie jest atmosferą dla mojego umysłu o kształcie latawca, to wiara w to spotkanie tutaj jest jedyną szansą na przejście przez ten obłęd zgubionych myśli. Kiedy zaczynasz czuć , że nie żyjesz , że to wszysko nie może się dziać, że nie ma w tym sensu zaczynasz czuć to pragnienie. Pragnienie spotkania Jezusa, Ciebie czy siebie. Jezusa ani siebie nie spotkam bo byliśmy tylko wichurami dla latwaców, ale Ty jesteś. Zapragnąłem już nie pamiętać. 



Uświadomiłem sobie wtedy , że została tylko pustka, a ja w niej tkwiłem, w ciemności. Być może coś do mnie mówił, ale ja już jego nie słyszałem. Nie czułem głodu, ani nóg. Nie chciałem się już drapać po głowie ani przecierać oczu. W zasadzie przestałem czuć. Czy ja jeszcze byłem ? Bardzo szybko zaczałem odczuwać , że nie do końca wiem gdzie jestem i po co. Poczułem lęk, ogromny lęk. Wtedy zrobiło się jasno i zobaczyłem jak leży na szpitalnym łóżku m aotwarte oczy i ...  

- Tat.....